Szanghaj od razu nam się spodobał, nie wiemy, czy to kwestia bardziej zachodniego klimatu miasta, czy po prostu oswojenia się już z Chinami. W każdym razie uznaliśmy, że nudzić tu się nie da, miasto jest naprawdę ładne i polecamy je jako początkową stację dla wszystkich, którzy rozpoczynają przygodę z Chinami:)

Kilka punktów naszego pięciodniowego pobytu w Szanghaju nam się szczególnie podobało, są dosyć zróżnicowane, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Standardowo było trochę włóczenia się, włażenia w ciekawie wyglądające uliczki i podpatrywania życia lokalesów, a niestandardowo pojawiły się galerie sztuki (my i sztuka, hehehe!), które były naprawdę super!

Nasze TOP 5 w Szanghaju to:

#1 Przechadzka ulicami prawdziwego starego miasta

Polecamy trasę z przewodnika Lonely Planet po Szanghaju. Przy Dongtai Road zobaczyliśmy stare, rozpadające się budynki, w których nikt już nie mieszka. Razem z Olasem mamy manię wchodzenia na takie tereny, więc i tym razem kręciliśmy się po podwórzach zawalonych gruzem, po których co jakiś czas przemykały koty.

Na przedłużeniu tej ulicy znajduje się targ antyków, na którym można znaleźć wszystko. Od figur zrobionych na wzór Armii Terakotowej z Xian, przez creepy lalki, po stare, naprawdę piękne zestawy do gry w Mahjonga. Tak swoją drogą to zawsze kojarzyłam tę grę z czasami bez Internetu, gdy pykałam w nią na starym Windows 95. Będąc w Szanghaju zobaczyliśmy jak Chińczycy grają w nią siedząc przy stoliku rozstawionym przy ulicy:)

Warto zobaczyć też Meghua Road i okolice, gdzie na wąskich uliczkach toczy się zwykłe, chińskie życie. Mieszkania wyglądają na maciupeńkie, co widać przez szeroko pootwierane drzwi wejściowe. Panie gotują, panowie chrapią gdzieś w kącie, wielu starszych ludzi zajmuje się malutkimi dziećmi, prawdopodobnie swoich pociech, ktoś sprzedaje co ma na zbyciu, kto inny wywiesza pranie, za plecami trąbi skuter i tak dalej:) Nie widzieliśmy tam chyba żadnych turystów, a miejsce jest super klimatyczne i aż ciężko uwierzyć, że kilka kilometrów dalej wyrastają drapacze chmur i ktoś nie chodzi w poplamionym podkoszulku tylko w garsonce lub garniturze.

#2 M50 Moganshan Road

Jest to obszar z wieloma galeriami sztuki, a wszystkie tworzą mini dzielnicę jednopiętrowych budynków, w których są też kawiarnie, sklepy z nietypowymi pamiątkami i pracownie artystyczne. Wylądowaliśmy tam dzięki poleceniu znajomych rodziców, u których zatrzymywaliśmy się będąc w Szanghaju i bardzo żałowaliśmy, że przyjechaliśmy tam dopiero pod koniec ostatniego dnia. Pomimo tego, że oboje z Olasem nie jesteśmy typem osób, które ogarniają i interesują się szeroko pojętą sztuką to to miejsce bardzo przypadło nam do gustu – było nietypowe, zobaczyliśmy tam mnóstwo ciekawych eksponatów, jak chociażby obraz wykonany z doczepionych kawałków surowego drewna, gigantycznego, azjatyckiego niemowlaka na armacie we wściekło czerwonym kolorze, instalacje różnych przedmiotów podczepionych do sufitu, czy przeurocze obrazki do pokoi dziecięcych warte gruby hajs. W niektórych sklepo-kawiarniach można było usiąść do stolika i rozpocząć naukę robienia biżuterii czy tworzenia naczyń, a my znaleźliśmy na M50 najciekawiej zaaranżowaną kawiarnię ever.

Wnętrze kawiarni znajdującej się w M50
Wnętrze kawiarni znajdującej się w M50
Wnętrze kawiarni znajdującej się w M50

#3 Rytuał picia herbaty

Stwierdziliśmy, że będąc w Chinach chcielibyśmy popróbować tutejszych herbat i zobaczyć jak je przygotowują. Będąc pierwszego dnia w Old Town, które swoją drogą dla nas było nieciekawe i zrobione typowo pod turystów, znaleźliśmy herbaciarnię na czwartym piętrze jednego z chińskich budynków, gdzie była cisza i spokój z widokiem na Pudong w gratisie. Kilka dni później wróciliśmy tam na próbowanie herbat – w sumie 8 rodzajów, z czego większość była zielona, może dwie czarne i owocowa. Najbardziej zasmakowała nam jedna z odmian herbaty jaśminowej (widoczna na zdjęciu poniżej), ale oczywiście trzy minuty później nie pamiętaliśmy jak wymawia się jej nazwę;). W tym momencie żałowaliśmy, że przed nami była dalsza podróż, bo gdybyśmy wracali z Chin prosto do Polski na pewno byśmy pokupowali różne herbatki do domu. Ciężko jest lekko żyć i to z lekkim plecakiem:)

Za herba time zapłaciliśmy od dwóch osób 60 juanów (ok. 35 zł), więc na backpackerską kieszeń dobra cena.

#4 Niedzielny targ żon (i mężów)

Pamiętacie, gdy opisywaliśmy jak wyglądała kiedyś sprawa małżeństw w Chinach? W pewną słoneczną niedzielę przekonaliśmy się, że swatanie dzieci za sprawą rodziców jest ciągle w modzie i ma się bardzo dobrze. Co tydzień w parku przy People’s Square wzdłuż alejek można zobaczyć mnóstwo rozłożonych parasolek. Na każdej z nich wywieszona jest informacja o kandydatce lub kandydacie do wzięcia – niestety wszystko po chińsku, więc nie znamy szczegółów, ale były też liczby, które odpowiadały głównie za wzrost, wiek i wagę. Podobno można na kartkach wyczytać też ile ktoś zarabia, czy ma mieszkanie i czym się zajmuje.

O co w tym wszystkim chodzi? Otóż rodzice, gdy ich dzieci osiągną magiczną granicę około 20-22 lat (czyli w Chinach hajtaj się albo umrzesz w samotności), w trosce o to, aby mieli partnera przychodzą do parku reklamując pociechę. Gdy inny rodzic podejdzie do nich i okaże wstępne zainteresowanie do połączenia dzieci w szczęśliwą parkę, przedstawiany jest dokładniejszy obraz promowanego dziecka – Chińczycy wyciągają wtedy albumy ze zdjęciami przedstawiające swoje córki lub synów w młodości albo w ważnych momentach z życia.

Tłumaczenie jest z grubsza takie, że młodzi Chińczycy są tak zajęci pracą i karierą, że nie mają czasu i możliwości na poznanie drugiej połówki, więc rodzice im w tym pomagają. Co ciekawe często dzieci nie mają o tym pojęcia!

Przy okazji w tym miejscu polecam książkę „W Chinach jedzą księżyc”, którą zaczęłam czytać będąc w Szanghaju. Nie zdążyłam doczytać do końca, ale super opisuje Chiny widziane oczami Europejki, która z rodziną przeprowadza się do Szanghaju plus można wyciągnąć kilka informacji na temat tego, co zobaczyć w tym mieście i co nieco o kulturze i tradycjach Chińczyków.

#5 Pudong po zachodzie słońca

Któregoś dnia zaplanowaliśmy sobie przechadzkę na Pudong, czyli biznesową dzielnicę Szanghaju i wjazd na jeden z drapaczy chmur, żeby pooglądać miasto z innej perspektywy. Finalnie wybraliśmy Jin Mao Tower i wjechaliśmy na 83 piętro, gdy jeszcze było jasno. Za dwa studenckie bilety zapłaciliśmy 180 juanów (ok. 106 zł), więc trochę sporo biorąc pod uwagę nasze dzienne wydatki, ale naprawdę było warto. Fakt, na górze można tak na dobrą sprawę spędzić 20 minut, ale po co ten pośpiech? Poczekaliśmy aż zrobi się ciemno i zobaczyliśmy oświetlone budynki wieżowców. Kiedy kolejne grupy Chińczyków wjeżdżały i zjeżdżały z wieży, my spokojnie siedzieliśmy z nosami przy szybie obczajając miasto, które nocą wygląda zupełnie inaczej. Szkoda tylko, że smog zaciera widoki, więc Szanghaju po horyzont nie zobaczyliśmy.

Pudong widziany z Bundu
Pudong widziany z Bundu
Widok na Szanghaj z Jin Mao Tower

Od lewej: otwieracz do butelek, Jin Mao Tower i Shanghai Tower - najnowszy wieżowiec, jeszcze wykańczany.
Od lewej: otwieracz do butelek, Jin Mao Tower i Shanghai Tower – najnowszy wieżowiec, jeszcze wykańczany.

Oprócz tego w Szanghaju można zobaczyć mnóstwo innych rzeczy, jest spore ZOO z pandami (którego niestety nie odwiedziliśmy), podobno niesamowity cyrk w stylu Cirque du Solei, stare miasto dla Chińczyków, Bund z najstarszymi budynkami banków i hoteli, Fuxing Park, dzielnica French Consession i tak można wymieniać i wymieniać:) Część z tych miejsc jeszcze opiszemy!

(Visited 2 486 times, 1 visits today)

15 Comments

  1. Kinga 29 stycznia 2016 o 08:32

    Zaciekawił mnie wasz wpis, a to spory sukces, bo Chiny nie są na mojej travel liście na najlbliższy rok. Ale ten targ z żonami i mężami to jest jakiś KOSMOS! :O aż mi trudno uwierzyć, że gdzieś na świecie takie rzeczy się nadal dzieją! :O

    1. Olo 29 stycznia 2016 o 22:16

      Dzięki Kinga:) Targ również nas bardzo zaintrygował i nie mogliśmy sobie odpuścić, żeby go nie zobaczyć na własne oczy i to się dzieje naprawdę:D Najlepsze w tym wszystkim jest to, że wszystko odbywa się za plecami młodych Chińczyków i zastanawialiśmy się, czy nasz host w Pekinie również był oferowany na tego typu targu:D

      1. Ali 23 marca 2016 o 13:13

        Cześć 🙂 Też wybałuszyłam oczy na tym punkcie, bo z okazji tego, że wyjeżdżałam do Pekinu z organizacją studencką, paru młodych Chińczyków poznałam. I wcale nie odniosłam wrażenia, żeby bali się staropanieństwa/kawalerstwa 😉 Może rzeczywiście nie wiedzieli, że rodzice ich swatają? :)) Tylko jedna koleżanka, Ujgurka, narzekała, że rodzice naciskają na „ustawienie” jakiegoś związku, bo u nich taki zwyczaj, a ona chce się po prostu zakochać…

        Spędziłam w Szanghaju tydzień, ale chyba żadnej z polecanych 5 atrakcji nie widziałam. Miasto natomiast okazało się dla mnie wspaniałym wytchnieniem od azjatyckiego Pekinu 🙂 I tą wizytą odhaczyłam jedno z moich marzeń!

        Pozdrawiam i zapraszam do siebie,
        Ali

  2. balkanyrudej 29 stycznia 2016 o 09:13

    „Przy Dongtai Road zobaczyliśmy stare, rozpadające się budynki” – gdyby nie podpis, że to Szanghaj, można by pomyśleć, że zdjęcia zrobiliście gdzieś na Bałkanach, np. w takim Sarajewie, gdzie rozwalonych budynków, nadal jest po wojnie całkiem sporo.
    Nowoczesna architektura miasta oczywiście robi wrażenie, ale czy mi się podoba? Na pewno jest ciekawa, jednak ja wolę starsze, nieco bardziej klimatyczne obiekty i dzielnice, która są bardziej mi bliskie, niż szkło i stal.

    1. Olo 29 stycznia 2016 o 22:25

      A to wszystko zaraz obok samego centrum i w tle widać te nowoczesne wieżowce. Nie pozostało jednak wiele takich miejsc, dlatego cieszyliśmy się jak dzieci kiedy mogliśmy wejść na ten teren:) To zupełnie inny klimat. W nowoczesnej dzielnicy w zasadzie znaleźliśmy się tylko po to, żeby wjechać na jeden z drapaczy chmur dla panoramy miasta:)

  3. Michał 31 stycznia 2016 o 20:38

    Uwielbiam starocie!! Pewnie spędził bym na tym targu parę godzin 😛 A te zestawy do mahjonga przepiękne!

    1. Agata 1 lutego 2016 o 05:01

      ja też uwielbiam starocie i gdyby nie to, że przed nami jeszcze kawał drogi i targania plecaka to pewnie bym coś kupiła. ech to życie z 12 kg bagażem.. 😉

  4. Gadulec 2 lutego 2016 o 08:52

    Wszystkie te miejsca wyglądają na bardzo ciekawe! Z chęcią odwiedziłabym kawiarnię ze zdjęcia w M50. Targ żon i mężów brzmi jak sprzed setek lat – niesamowite, że dalej takie rzeczy mają miejsce. Szanghaj jest zdecydowanie na mojej liście miast do odwiedzenia!

  5. Olo 5 lutego 2016 o 23:40

    My z chęcią zostalibyśmy tam dłużej i napili się kawy, ale powstrzymaliśmy się, bo to końcówka pobytu w Chinach była… 😀 Szanghaj naprawdę nam się spodobał i śmiało polecamy 🙂

  6. Pingback: Jeszcze więcej Szanghaju - co zobaczyć i gdzie zjeść

  7. Pingback: Chiny w 3 minuty - video relacja z podróży | STO historii

  8. Ania i Michał 10 listopada 2016 o 03:50

    Hej 🙂 Właśnie jesteśmy z mężem w Shangahiu. Mija właśnie trzeci miesiąc naszego miesiąca miodowego (oby nie skończył się nigdy!). Korzystamy z Waszych rekomendacji, bardzo przypadły nam do gustu, czujemy pewnego rodzaju wspólnotę mentalnościową. Good job!

    Przesyłamy pozdrowienia,

  9. Agata 23 listopada 2016 o 06:10

    O, jak super! Udało Wam się zwiedzić w Sznaghaju jeszcze jakieś ciekawe miejsca? Pozdrawiamy! 😀

  10. Paula 28 czerwca 2018 o 19:19

    Hej!
    Macie gdzieś może namiary na tę herbaciarnię?
    Niedługo wybieram się do Szanghaju i chętnie odwiedziłabym to miejsce, bo zdjęcia macie cudowne!
    Pozdrawiam, Paula

nie bądź wiśnia i daj znać co myślisz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *