Jeden dzień w Christchurch

Po nocy spędzonej na lotnisku w Auckland, ryku Adele z głośników o 5 nad ranem i krótkim locie znaleźliśmy się w Christchurch. Jednym z największych miast w Nowej Zelandii, największym na południowej wyspie, mocno poturbowanym przez trzęsienie ziemi w 2011 roku. Spędziliśmy tam jeden dzień przed dalszą drogą do Hanmer Springs, w którym zaczynaliśmy pracę.

Porównując Christchurch z Auckland trudno powiedzieć, żeby to pierwsze miasto należało do jednych z największych w NZ. Myśleliśmy, że po niemal 5 latach od najsilniejszego wstrząsu, centrum będzie już nieźle odbudowane i nie zauważymy wielu śladów po wydarzeniu z lutego 2011. Samochody w weekend będą jeździły wte i wewte, zobaczymy pełno ludzi na ulicy, fajne restauracje, klimatyczne knajpki… Nie do końca tak wygląda Christchurch. W dalszym ciągu ścisłe centrum to plac budowy, rozkopane ulice, znaki ostrzegawcze i dziesiątki dźwigów. Co ciekawe, przywrócenie miasta do normalnego stanu zajmie jeszcze 10 lat – około roku szacuje się na odbudowę horyzontalną, a kolejne 9 lat na rozbudowę miasta „wzwyż”. Jeden z gości restauracji, w której pracujemy nam sprzedał tę ciekawostkę, jako że sam bierze udział w budowaniu miasta na nowo. Najbardziej tętniącym życiem miejscem w niedzielę popołudniu było Re:START Mall, czyli stworzony z kolorowych kontenerów plac z budkami z jedzeniem, małymi sklepikami i muzyką na żywo.

Street of Christchurch

Christchurch Re:START Mall

Christchurch Re:START Mall

Poza tym na ulicach panowała często cisza, jakby miasto było niemalże opuszczone. Znamy ludzi, którzy przeżyli trzęsienie ziemi na własnej skórze i mówią, że takiego widoku miasta nie zapomną do końca życia… kupa gruzu, zawalone budynki i spore szczeliny w drogach.

Christchurch Catedral

Christchurch city center

Christchurch city center

To co zostało z niektórych budynków pokazuje, że miasto miało kiedyś naprawdę fajny klimat – jest dużo cegły, oldschoolowe witryny barów i obecnie mnóstwo murali. Następnym razem musimy bardziej pod tym kątem eksplorować Christchurch:)

Murale Christchurch

christchurch-3

Buildings in Christchurch

Buildings in Christchurch

Buildings in Christchurch

Łażąc po mieście dotarliśmy do Canterbury Museum. Było to jedno z lepszych muzeów w jakim kiedykolwiek byłam i do tego za darmo – deal idealny! W każdym razie można w nim zobaczyć m.in.:

  • historię ludzi z Canterbury – jak sobie płyną canoe, jak siedzą przed szałasem i pieką rybę, polują na zwierzęta – wszystkie ludziki i rekwizyty pełnowymiarowe, zresztą jak wszystko co w muzeum się znajduje (czad!),
  • życie Maorysów przed kolonizacją,
  • wzornictwo w Nowej Zelandii i okolicach – od nakryć głowy po buty plus wystrój wnętrz,
  • mnóstwo wypchanych zwierząt, które można spotkać w Nowej Zelandii – od kiwi nielota po wielkie albatrosy (niektóre są podwieszone pod sufitem, stwierdziłam, że jakbym to ptaszysko spotkała na żywo to bym zamarła! Są OGROMNIASTE.)
  • i najlepsze! Można przejść się starą uliczką ze sklepami, salonami urody, fotografem, rzeźnikiem itp. i wejść do niektórych z nich, gdzie normalnie na półkach i za gablotkami są towary, a za ladą stoją sprzedawcy (oczywiście nie prawdziwi:D). A dzieci pod nadzorem rodziców mogą sobie usiąść na oldschoolowy rower.

Canterbury Museum

Canterbury Museum

Canterbury Museum

Kiwi birds

Muzeum jest do przejścia w 2-3 h, więc moim zdaniem akurat. Nie przepadamy z Olasem za chodzeniem po muzeach cały dzień (kiedyś tak spędziliśmy dzień w Londynie – nigdy więcej), choćby nie wiem jak były ciekawe. Dodatkowo Canterbury Museum co jakiś czas organizuje tematyczne wystawy, np. obecnie można podziwiać maszyny zaprojektowane przez Leonarda da Vinci (zbudowane na podstawie jego projektów), które zostały pożyczone od muzeum we Florencji.

Zaraz obok Canterbury Museum znajduje się duży i piękny Hagley Park z rzeką Avon. Można wypożyczyć sobie rowerek wodny, poczilować w jednym z wielu ogrodów albo pogubić się w gęsto zarośniętych alejkach. Mieliśmy farta i akurat świeciło słońce, więc wygrzewaliśmy się nad jednym z licznych stawów.

Hagley Park Christchurch

Hagley Park Christchurch

Hagley Park


Christchurch praktycznie

  • Nocleg: spaliśmy w hostelu At the right place na obrzeżach centrum (jakieś 15-20 minut drogi piechotą od Catedral Square) – prowadzony przez rodzinę, całkiem spoko, za niecałe 30$/os. w pokoju 6-osobowym. Chcieliśmy zatrzymać się w Jailhouse – hostelu zrobionym w starym więzieniu, ale niestety nie było już miejsc.
  • Dojazd z lotniska: do centrum Christchurch można dostać się autobusem publicznym nr 29, bilet dla jednej osoby kosztuje ok. 8$. Słyszeliśmy, że wsiadając do busa poza terenem lotniska (przystanek jest dosyć blisko), płaci się o połowę mniej… ale nie wiemy na 100% – do sprawdzenia:)
  • Internet za free: o tym, że darmowy i nielimitowany Internet w hostelach nie istnieje już pisaliśmy. Jeśli musisz skorzystać z neta na dłużej polecamy bibliotekę na Peterborough Street. Ja tam nawet przekimałam na kanapie dobrą godzinę, gdy czekaliśmy na pokój w hostelu… z cyklu bezdomni w podróży;)

Następna okazja do odwiedzenia Christchurch na pewno już na początku marca – czytaliście nasz plan road tripa po wyspie południowej z ekstra (nie chwaląc się!;)) mapką?

(Visited 312 times, 1 visits today)

1 Comment

  1. Pingback: Road trip po Nowej Zelandii: wyspa południowa

nie bądź wiśnia i daj znać co myślisz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *