Kiedy jeszcze siedzieliśmy w Polsce i powoli rozmyślaliśmy o podróży, nasz plan dostania się do Nowej Zelandii co chwilę ewoluował. Między innymi postanowiliśmy dodać do trasy Tajlandię i po raz kolejny pojechać na Koh Tao, czyli małą wysepkę, która przyciąga tysiące ludzi ze względu na niskie ceny kursów nurkowania.

Na Koh Tao byliśmy trzy lata temu, razem z moją siostrą i szwagrem, którzy już wtedy zrobili swoje kursy Open Water Diver (OWD). A my, sieroty, stwierdziliśmy „a po co nam ten kurs, nie wiadomo, czy kiedykolwiek jeszcze będziemy nurkować, szkoda kasy” itp.  Oczywiście po powrocie do Polski z podróży w 2012 roku, już zaczęliśmy planować wyjazd na kolejne azjatyckie wakacje w 2013 i jak widać nas wciągnęło, a okazji do nurkowania na pewno trochę będzie;) Przymierzając się do naszej dużej podróży stwierdziliśmy, że czas naprawić błędy młodości (hehe) i zrobić OWD. Padło na Koh Tao, ze względów budżetowych – jest to jedna z najtańszych (jak nie najtańsza) miejscówek na świecie, gdzie można zrobić podstawowy kurs nurkowania.

Jak wygląda kurs Open Water Diver?

Kurs standardowo trwa 4 dni, w trakcie których są zajęcia teoretyczne i praktyczne. W szkole, w której robiliśmy swój kurs wyglądało to tak:

1 dzień, 16:00 – 19:00

W zasadzie był to tylko wstęp do zajęć, dowiedzieliśmy się jak będzie wyglądał kurs, jak będziemy pracować, obejrzeliśmy dwa filmiki o nurkowaniu i dostaliśmy po tablecie z filmami i skoroszycie z testami do przerobienia na podstawie informacji zawartych w filmach. Pierwsze zadanie domowe obejmowało bodajże 3 testy (czyli 3 filmiki do obejrzenia, które łącznie trwały ok. 3,5 h…;)).

2 dzień, 8:30 – 10:30 i 11:30 – 18:00

Z rana mieliśmy samą teorię, czyli sprawdzenie naszego zadania domowego + po każdym przerobionym dziale dostawaliśmy od razu krótki test do rozwiązania i sprawdzenia, czy coś nam zostało w głowach. Po przerwie spotkaliśmy się już w miejscu, gdzie trzymane są wszystkie pianki, płetwy i sprzęcior do nurkowania, żeby dobrać nam odpowiednie rozmiary rzeczy. Później przenieśliśmy się nad basen, gdzie Ben – nasz instruktor – pokazał nam dokładnie jak zamontować butlę do kamizelki BCD, podłączyć wszystko tak, żeby działało itp. Od tego momentu robiliśmy już to sami i w parach, w 5 krokach sprawdzaliśmy sobie nawzajem, czy każdy element działa zanim wskoczyliśmy do wody.

Gdy mieliśmy butle na plecach, maski na twarzach i płetwy na nogach zaczęliśmy kilkugodzinne szkolenie w basenie. Ćwiczyliśmy m.in. jak:

  • łatwo i szybko znaleźć regulator z tlenem, gdyby nam z jakiegoś powodu wyleciał z buzi,
  • sygnalizować swojego buddiego o kończącym się tlenie i oddychać przez regulator zapasowy naszego partnera,
  • poprawnie oddychać i wypływać na powierzchnię, gdy skończy nam się tlen w butli i nie ma obok naszego partnera,
  • oczyszczać maskę z wody, gdy jesteśmy pod wodą + całkowicie ściągać i zakładać maskę pod wodą (czyli ćwiczenie, od którego dostawałam niemal palpitacji serca i najbardziej obawiałam się, że wypłyną mi soczewki z oczu tylko nie wiem do dziś jakim cudem, bo oczy miałam zaciśnięte jak na najgorszym horrorze…),
  • utrzymywać neutralną pływalność,
  • zakładać i ściągać sprzęt w wodzie,
  • i inne.

Nieźle nas te kilka godzin pod wodą wymęczyło, a jeszcze czekało nas kolejne zadanie domowe i 1,5 h oglądania filmów i rozwiązywania testów.

Dzień 3, 8:30 – 10:00 i 11:00 – 17:30

Z rana kończyliśmy jeszcze szkolenie w basenie i po przerwie płynęliśmy już na normalne nurkowanie. Chociaż pobudki w wakacje po 7:00 nie należą do przyjemnych, to po takim dniu mogliśmy wstawać wcześnie częściej, jeśli miałoby to oznaczać nurkowanie. Pomimo tego, że na Koh Tao już dawaliśmy nura 3 lata wcześniej, to teraz były to zupełnie inne emocje i taka podjara, że się więcej wie i umie, samemu podłącza sprzęt i w ogóle. W każdym razie wskoczyliśmy do wody dwa razy, ćwicząc to, czego wcześniej nauczyliśmy się w basenie tyle, że kilkanaście metrów pod powierzchnią wody i w zdecydowanie fajniejszym otoczeniu – obok nas były rafy i przepływały kolorowe rybki, a od czasu do czasu trigger fish, która zmuszała nas do szybkiego odwrotu i ewakuacji z jej „pola rażenia”;)

Dzień 4, 9:30 – 10:30 i 11:45 – 18:30

Z rana dokończyliśmy sprawdzanie naszych zadań domowych sprzed 2 dni, a później musieliśmy rozwiązać finalny egzamin, który obejmował wiedzę z 5 działów plus planowanie nurkowania. Wszystko zdaliśmy bez problemu i od tego momentu jesteśmy certyfikowanymi nurkami!

Po przerwie znowu wskoczyliśmy na łódkę, która nas podwiozła na miejscówkę, w której mieliśmy odbyć jeszcze jedno nurkowanie sprawdzające nasze umiejętności i ostatnie, typowo rekreacyjne. Pomimo tego, że oboje z Olasem mamy wrażenie, że w przeciągu tych trzech lat rafa mocno zmizerniała na Koh Tao (w sumie przy ponad 60 szkołach nurkowania i tysiącach uczących się w tym rejonie osób, to nic dziwnego) było to dla nas super doświadczenie i pewnie podczas podróży będziemy się starali ponurkować w kilku miejscach.

Szkoła nurkowania na Koh Tao i ceny kursu Open Water Diver

Nurkowania uczyliśmy się w 4-osobowej grupie (prócz nas był jeszcze 20-letni Duńczyk i 23-letnia Amerykanka) w szkole Grand Coral Divers. Kurs nurkowania wykupiliśmy będąc jeszcze w Bangkoku za 8900 BHT od osoby (950 zł) i w tej cenie mieliśmy zawarty: dojazd z Bangkoku na Koh Tao (autokar + speed boat + pick up z przystani do resortu), nocleg na czas trwania kursu (4 noce) w baaaardzo podstawowym pokoju z licznymi stonogami;), no i oczywiście sam kurs.

Będąc później na wyspie Koh Lanta słyszeliśmy słabe opinie o Grand Coral od tamtejszych nurków, ale głównie dotyczyły tego, że w GC są grupy 6 – 8 osobowe i przez to nie poświęcają wystarczająco czasu na szkolenie kursantów… no cóż, możliwe, że tak jest w sezonie. My mieliśmy super grupę, była nas czwórka i nie czuliśmy, żeby ktoś z nami coś słabo przećwiczył. Poza tym Ben jest świetnym instruktorem z dużym doświadczeniem, więc z naszej perspektywy możemy polecić tę szkołę w 100%.

Następnego dnia, zaraz po zaliczeniu kursu OWD, wyruszyliśmy na drugą stronę Tajlandii. Naszym przystankiem była Koh Lanta, gdzie przez tydzień wakacjowaliśmy i … oczywiście poszliśmy ponurkować! Gdyby nie fakt, że jest to mimo wszystko dosyć drogie hobby pewnie spędzilibyśmy pod wodą większość czasu w Tajlandii:)

(Visited 579 times, 1 visits today)

3 Comments

  1. Pingback: Tajlandia: budżet i koszty - STO historii

  2. Pingback: Filmiki z podróży: Tajlandia w 4 minuty | STO historii

  3. Pingback: Rok w podróży - podsumowanie miesiąc po miesiącu | STO historii

nie bądź wiśnia i daj znać co myślisz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *