Byliście kiedyś turystami we własnym mieście? Spędziliście w nim weekend inaczej niż zazwyczaj i spojrzeliście z innej perspektywy? Zazwyczaj narzekamy, że chciałoby się gdzieś wyjechać, ale nie ma kasy, nie ma czasu, nie ma tanich lotów i jeszcze na pewno czegoś nie ma, a być powinno;) A gdyby tak wyjechać kilkanaście – kilkadziesiąt kilometrów dalej od domu?

Myślę, że z Olasem moglibyśmy wygrać konkurs na najbliższą podróż poślubną ever. Zazwyczaj każdy planuje dalekie i egzotyczne kraje, my też planowaliśmy tylko nie w tym momencie:) Po ślubie nie mieliśmy, no właśnie, czasu i kasy akurat na tego typu wyjazd, więc co zrobiły Stochy? W pewien piątek po pracy wsiedli w gdyński autobus 105, wysiedli 4 przystanki dalej i ruszyli lasem na plażę. Olo z wypchanym plecakiem, w którym znalazły się zapasy jedzenia na dwa dni, namiot, śpiwory, ręczniki i książki. Niedaleko wejścia nr 13 na plaży w Redłowie, całą jedną dzielnicę dalej od naszej, rozbiliśmy namiot, Olas ruszył po drewno do lasu i rozpalił ognisko.

mikrowyprawa

Zjedliśmy kolację, którą popijaliśmy cydrem (w ten sposób wspieraliśmy wtedy silnie polskich sadowników, którzy nie mogli eksportować jabłek do Rosji). Cały następny dzień czilowaliśmy na ręcznikach z książkami, wsuwając ulubioną sałatkę z surimi i babeczki z budyniem, no i co jakiś czas włażąc po kostki do Bałtyku.

mikrowyprawa

Wieczorem upiekliśmy kiełby na patyku jak na koloniach. Rano budziliśmy się na wschód słońca na plaży, żeby po 5 minutach wskakiwać z powrotem do namiotu i iść dalej spać. I tak upłynął nam jeden z fajniejszych weekendów w życiu… 10 minut autobusem od domu:)

mikrowyprawa

mikrowyprawa

Nie trzeba zawsze jechać daleko, żeby spędzić dobrze czas i mieć co wspominać. Założę się, że każdy mógłby znaleźć jakieś miejsce w pobliżu swojego domu, gdzie można miło spędzić jak nie weekend to chociaż kilka godzin!

Kulinarna mapa Gdyni

Przy okazji pisania o Gdyni i tego, że kończy dziś okrągłą 90-tkę, stwierdziliśmy, że pokażemy Wam ulubione knajpki w naszym mieście. Na jakiś rok/półtora przed startem naszej podróży był spory boom na otwieranie nowych restauracji, pubów i innych takich. Oboje z Olasem mamy bzika na punkcie odwiedzania kolejnych miejscówek, więc jak tylko coś powstawało, to od razu tam leźliśmy sami albo ze znajomymi. Na pewno od naszego wyjazdu wystartowały kolejne fajne lokale, mamy nadzieję, że będzie dane nam je przetestować po powrocie. Tymczasem nasza subiektywna lista 14 miejsc, do których warto zajrzeć (kolejność alfabetyczna) + mapka:

mapa kulinarna gdyni

Aleja 40 – super miejsce na śniadanie, mają ich spory wybór i zapełniają brzuch na dobrych kilka godzin. Do tego przeeepyszne lemoniady, które latem mogłabym tam pić litrami. Byliśmy też kilka razy na obiedzie i jedzenie było pycha.

aleja40
Aleja 40

Carmnik Kantyna (A na mapie) – jeśli myślisz o burgerze z porządną porcją dobrej wołowiny idź do Carmnika. Część z Was może ich kojarzyć z festiwalu Opener – przez ostatnie kilka lat stali tam ze swoim foodtruckiem. Od zeszłego roku mają też stacjonarną kantynę w Gdyni. Omnomnom, dla gdyńskich burgerowców zawsze na miejscu! PS. Dosłownie zaraz obok jest piekarnia Piotra Gotowały – jeśli chcecie pyszne, świeże pieczywo to polecam. Ich chleb to smak dzieciństwa – zawsze idąc do babci wchodziliśmy do piekarni Gotowały po coś dobrego:) Ja dodatkowo uzależniłam się latem od ich kruchych babeczek, z budyniowym kremem i malinami – jadłam niemal codziennie w drodze z pracy do domu przez dobry miesiąc, tłumacząc sobie, że nie będę mogła ich zjeść później przez prawie 2 lata. Mocno nie przytyłam!

Contrast Cafe – miejsce z marynarskim klimatem, stojące zaraz przy głównej plaży, z widokiem na morze. Tam chodziliśmy głównie na piwko latem i grzane wino zimą. Jedno z pierwszych lokali w Gdyni, w których można było posiedzieć dłużej niż do 21;) Dla nas ma niesamowity urok.

Cyganeria – kultowe miejsce w Gdyni, istniejące od 1946 roku. Ponad rok temu otwarte w nowej odsłonie. Wcześniej do Cyganerii przychodziło się na kawę i drinki, kiedyś jeszcze w kłębach dymu papierosów;) Teraz można też przyjść coś zjeść – karta jest krótka i sezonowa. W dalszym ciągu Cyganeria działa kulturalnie – co jakiś czas można trafić na wernisaże, wystawy, czy koncerty.

cyganeria gdynia
Cyganeria

Czerwony Piec – naszym zdaniem najlepsza pizza na cienkim spodzie w Gdyni, wypiekana w piecu (czerwonym!) opalanym drewnem. Moja ulubiona to pepperoni, ale z Olasem często wybieraliśmy też pizze tygodnia – najpyszniejszą zjedliśmy zaraz przed wyjazdem – z mulami, tajskimi krewetkami w winie i palonym masłem pietruszkowym. W ogóle ostatni miesiąc przed startem podróży wpadaliśmy tam nawet dwa razy w tygodniu, uzależnienie od ich pizzy sięgnęło zenitu;D

Gdynianka – miejsce, do którego po prostu trzeba przyjść będąc w Gdyni! To druga z najstarszych pizzerii w mieście, mająca niemal 30 lat. Mini lokal, obok którego zawsze unosi się ten charakterystyczny zapach sera i sosu pomidorowego… któremu często nie można się oprzeć. Bywało, że przechodziłam na drugą stronę ulicy byle nie wejść znowu do Gdynianki i nie opychać się pizzą! Pizza jest na puszystym, grubym cieście, zawsze polana pycha pomidorowym sosem, który później można sobie posypać oregano albo pieprzem ziołowym. Gdynianka prowadzona jest od zawsze przez tych samych właścicieli, od lat z tymi samymi drewnianymi stołami, krzesłami i ozdobami z kolorowego makaronu na ścianach. Spróbujcie chociaż zwykłej serowej za 9zł albo cebulowej za 11zł.

Główna Osobowa – stosunkowo nowa restauracja, z super wystrojem nawiązującym do stacji kolejowej – Gdynia Główna Osobowa:) Do tego jest przepysznie, zajadałam się tam kaczką, którą polecałam później rodzince i tak samo jak ja przepadli. Nie próbowaliśmy przed wyjazdem, ale podobno robią super drinki, więc jest to fajne miejsce na każdą porę dnia.

główna osobowa gdynia
Główna Osobowa

Mariola – tradycyjna lodziarnia w Gdyni istniejąca od lat 70. W sumie „Mariolek” w Gdyni jest aż 5, z czego dwie ze względu na klimat lubię najbardziej – jedną zaznaczyłam na mapie i otwarta jest tylko w sezonie w małym, żółtym domku. Druga znajduje się na ul. Bolesława Prusa 24 i jest to pierwsza Mariola jaka powstała, z oldschoolowym wnętrzem, gablotką z deserami i fajnym ogródkiem na zewnątrz. Z obu tych lokalizacji w kilka minut można dotrzeć nad morze:)

Miło Mi – lody w bardziej urozmaiconej wersji, z naturalnych składników. Dziewczyny codziennie wstawiają na facebooka listę smaków, które danego dnia przygotowują. Możecie trafić na dzień, gdy dostępne będą np. mascarpone z malinami i bezą (pycha!), malibu z kokosem i czekoladą, kasztan z porzeczką, czy sorbet z pomarańczy i pietruszki. Brzmi ciekawie, co? Latem wpadaliśmy tam nawet kilka razy w tygodniu i co chwilę próbowaliśmy nowych smaków.

Miło mi gdynia
Miło Mi

Moment (B na mapie) – przyjemna restauracja na obiad z rodziną, zwłaszcza jak ktoś ma małe dzieci – jest kącik dla maluchów, a raz nawet trafiliśmy na animatorkę zabaw. Moment jest częścią Chwili Moment – Chwila to piekarnia, a Moment to restauracja:) Do tego znajduje się w fajnym miejscu – zaraz obok latem na trawnikach rozstawione są leżaki, czasami grana jest muzyka na żywo.

moment gdynia
Moment

Pączuś – tak bardzo tęskniłam za pączkiem z Pączusia w Tłusty Czwartek! Tutaj znajdziecie najpyszniejsze pączki ever. Świeże, niektóre ogromniaste, z przeróżnymi nadzieniami, ale nasz numer jeden na zawsze to wiśnia z czekoladą i tradycyjny różany. Jeśli były dostępne to jadłam też kokosowe i truskawkowe. Wierzcie lub nie, ale nasza rodzinka z Krakowa i Niemiec, jak tylko jest w Gdyni to ZAWSZE uderza do Pączusia, bo mówią, że są to najlepsze pączki jakie jedli. I my, gdy do nich jedziemy, zabieramy kilka sztuk, bo wiemy jak bardzo je lubią.

Śródmieście – super knajpka, ukryta w małej uliczce w centrum Gdyni. Lokal jest niewielki, ale przyciąga tłumy od dnia, gdy się otworzył – mieszkałam w pobliżu i nie ważne o której godzinie przechodziłam obok Śródmieścia, zawsze kilka stolików było zajętych. Wpadaliśmy tam głównie na burgery (nasze ulubione z karty to łosoś i ser halloumi), ale jedliśmy też super sałatkę z kozim serem i latem chłodnik ogórkowy.

Śródmieście gdynia
Śródmieście

Tako (C na mapie) – bar meksykański, gdzie zjecie dobre, sycące burrito albo ciekawą zupę kukurydzianą z popcornem i malinowym chilli. Do tego super sosy do dań, od łagodnego guacamole, po turbo ostrą salsę muerte.

tako gdynia
Tako

Uboga Krewna – nasze ulubione miejsce na wieczorne piwko ze znajomymi. Po przekroczeniu progu Ubogiej Krewnej można poczuć się jak u babci w domu:) Są stare, wygodne, zapadające się kanapy, każdy stolik z innej parafii i oldschoolowe lampy. Dla nas jest idealnie, swojsko, zawsze, gdy tam przychodziłam, czułam się jakbym wpadła do kogoś znajomego w odwiedziny. Do tego przez ostatnie kilka miesięcy mieszkaliśmy dosłownie minutę od Ubogiej, więc często ubrana w swój „wyjściowy” dres, niemalże w kapciach zbiegałam na dół na kawę z koleżanką. Tam też postanowiliśmy zrobić pożegnanie z naszymi przyjaciółmi przed wyjazdem. A to, że oni mieli na ten wieczór inny pomysł i po godzinie nas zabrali na imprezę-niespodziankę to już inna historia…:)

Jak będziecie w Trójmieście to koniecznie wpadajcie do Gdyni i idźcie wsuwać pyszności, pijcie kawę i browary w fajnych lokalach, a później przejdźcie się na naszą piękną plażę:) Mega tęsknimy za tym miastem!

(Visited 425 times, 1 visits today)

9 Comments

  1. balkanyrudej 19 lutego 2016 o 11:59

    Ja w moim rodzinnym mieście bywałam jako turystka bardzo często, gdyż patrzyłam na nie oczami moich znajomych, których zapraszałam na zwiedzanie Kielc. Okazywało się, że zaczęłam dzięki temu bardziej doceniać Kielce i od lat, jest to moje polskie miasto numer jeden. Niewątpliwie nabranie nowej perspektywy jest dobre.
    Wasza kulinarna mapa Gdyni jest naprawdę świetna. Może powinnam pomyśleć o czymś podobnym względem Kielc 🙂

    1. Agata 22 lutego 2016 o 23:35

      My jeszcze sporo musimy dowiedzieć się o Gdyni i w ogóle o Polsce, bo niestety dopiero będąc na drugim końcu świata bardziej doceniliśmy nasz kraj ;d Chociaż w Gdyni zawsze byliśmy zakochani i uwielbiamy nasze miasto 🙂
      Co do mapy kulinarnej – jak już będziemy robić road trip po Polsce to przydałoby się wiedzieć, gdzie warto w różnych miastach smacznie zjeść 😀 Także jak będzie kielecka wersja to prosimy o info!

  2. Anita 19 lutego 2016 o 13:08

    Rewelacja! Gratuluję pomysłu 🙂 Ja bym pewnie nigdy na to nie wpadła. Jak mówią ” cudze chwalicie, swego nie znacie”… Z kulinarnej mapy Gdyni mam nadzieję, że skorzystam już w najbliższym czasie. Dzięki!

    1. Agata 22 lutego 2016 o 23:37

      Wpadaj do Gdyni koniecznie! Niestety jest często pomijana na rzecz imprezowego Sopotu i starszego Gdańska, a tutaj naprawdę można fajnie wyczilować. Chociaż ja najbardziej lubię Gdynię po sezonie – najlepiej wiosną lub wczesną jesienią 🙂

  3. Wieczna Tułaczka 19 lutego 2016 o 15:44

    Generalnie wariacki, ale jakże fajny pomysł! Od razu przypomniał mi się mój pierwszy w życiu wypad do Trójmiasta, kiedy to stacjonowałam na Stogach. Z tym, że były to dla mnie wakacje. U siebie w Toruniu nie odpalałam takich numerów, ale miałam okazję popatrzeć na miasto oczami znajomych, których zdarzało i się oprowadzać.
    Trójmiasto lubię i zawsze chętnie wracam, zatem lista knajp na pewno się przyda. Na myśl o Pączusiu już mam ślinotok!

    1. Agata 22 lutego 2016 o 23:40

      Uwierz mi, że ja na myśl o którymkolwiek z tych miejsc mam ślinotok:D W Nowej Zelandii ciężko uświadczyć dobrego i przystępnego cenowo jedzenia. A takich pączków jak w Pączusiu to w ogóle nie ma 🙁

  4. kami 22 lutego 2016 o 20:07

    Genialny pomysł na podróż poślubną 😀 Mnie się często zdarza bawić w turystę w Warszawie, przeważnie jak ktoś przyjedzie i trzeba miasto pokazać. A ile fajnych miejsc przy tym sama odkrywam!
    Gdynię mam w planach na weekend w tym roku, i to samą Gdynię, bez doczepki. Zawsze ją po macoszemu bardzo traktowałam, a w zeszłym roku zdarzyło mi się pół dnia spędzić i stwierdziłam, że miasto ma ogromny hipsterski klimat, tak jak lubię 😀 Zapisuję sobie mapkę i rekomendacje, bo na pewno się przydadzą!!

    1. Agata 22 lutego 2016 o 23:43

      To prawda z hipsterskim klimatem, widać to zwłaszcza, właśnie po otwierających się nowych miejscach – dla nas oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu:D Czyżbyś wpadała na Kolosy na weekend? 🙂

  5. Dee 23 lutego 2016 o 10:59

    W moim miescie rodzinnym Krakowie często jestem turystką, odkąd mieszkam w Anglii, a w Maidstone, gdzie teraz mieszkam też jestem turystką, bo wielbiący włóczęgi. Do Gdyni niestety nigdy nie dotarłam, a szkoda. Po twoim wpisie widać, że moze tam być smacznie bardzo. Kiedyś pojadę i skorzystam

nie bądź wiśnia i daj znać co myślisz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *