Jesteśmy w drodze już na dobre. Koniec z pracą przez najbliższe 9 miesięcy. No i co, chyba powinna być ekscytacja, skoki do sufitu i oda do radości? Sami siebie zaskoczyliśmy, ale nie cieszyliśmy się z tego powodu wcale. Narzekaliśmy jak dwa pryki, którym nie chce się jechać na wakacje. No porażka na całego.

Wyjazd z Mt Maunganui był dla nas niczym wyjazd z domu, do którego już nigdy nie mielibyśmy wrócić. Podobało nam się nasze życie tam, zakochaliśmy się w mieście i jego surfersko-plażowej, słowem luzackiej, atmosferze. Uwielbialiśmy chodzić na spacery na Mt, ja mogłam spędzać godziny ganiając za owcami, gapiąc się na kicające króliki, robiące piruety w wodzie foki albo latające fantail’e, czyli ptaki z ADHD. Małe miasto, które zapewniło nam wszystko, co do szczęścia potrzebne. Dom dwie minuty od szerokiej plaży i oceanu. Fajne knajpy, które intensywnie eksplorowaliśmy kulinarnie i pijacko. Cotygodniowe zakupy w warzywniaku u Hindusa. Śniadania na tarasie. Jak brzydka pogoda to koc i Netflix all day, all night. Wszystko mieliśmy pod nosem, a teraz nagle mieliśmy wpakować znowu kartony w furę i cieszyć się ze spania w aucie. No średnio. Spodobała nam się stabilizacja i powolne życie w słonecznym miasteczku. Jednak plan na dalsze wojaże mieliśmy już dawno zrobiony (planowanie to nasze drugie imię), bilety lotnicze kupione, więc spakowaliśmy swój dobytek po raz kolejny i ruszyliśmy dalej, przekładając wyjazd z Mt Maunganui trzy razy (w końcu usłyszeliśmy kilka razy na ulicy „A wy ciągle tutaj???”).

Obiecaliśmy sobie, że kiedyś wrócimy do naszego nowozelandzkiego domu. Na kilka dni przed wyjazdem nas olśniło, że w sumie super pamiątką z Mt byłoby krótkie video z miejsc, które lubimy najbardziej. Tak też się zaczęły dni pożegnalne we wszystkich knajpach (to jeszcze ostatnie piwo w Astrolabe! Ok, ostatnia pizza w Pizza Library! I drinki! I fish&chips! itd.), wdrapywanie się na szczyt góry, żeby po raz ostatni podziwiać piękną panoramę na miasto, ostatnie hasanie z owcami itp. Nie zdążyliśmy nagrać wszystkiego, ale w tym krótkim filmiku pokazujemy, mamy nadzieję, trochę klimat tego miejsca – ludzi, miejsc i przyrody (tak, będą małe owce!;)).

(Visited 440 times, 1 visits today)

2 Comments

  1. Ola 25 października 2016 o 07:43

    Fantastyczny filmik! 🙂 Jeśli kiedyś uda mi się odwiedzić Nową Zelandię, to na pewno nie ominę tego miejsca! 🙂 Udanej podróży!

  2. Tomaszko 28 października 2016 o 14:50

    Film genialny. Na chwile z deszczowego korpo przeniesliscie mnie w cudowne cieplo-chillowe klimaty.
    Musze kiedys odwiedzic NZ! 🙂

nie bądź wiśnia i daj znać co myślisz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *