Niedługo ruszamy na drugą część road tripa po Nowej Zelandii. Znowu pomieszkamy przez miesiąc w samochodzie, tym razem zwiedzając wyspę północną. Inspiracje na miejscówki godne odwiedzenia zbieraliśmy już od dłuższego czasu – niektóre znaleźliśmy na instagramowym feedzie, inne u blogerów, a całą resztę zaplanowaliśmy na podstawie internetowej informacji turystycznej NZ. Mają tak rozbudowaną stronę, że w zupełności może ona wystarczyć przy planowaniu podróży po kraju Kiwi.

Na mapce zaznaczyliśmy miejsca, które chcielibyśmy zobaczyć, a jak wyjdzie w praniu… pewnie nieco inaczej:)

nz-northislandplan
Startujemy z Mount Maunganui i jedziemy do:

Rotorua – jeden z najpopularniejszych kierunków na wsypie północnej. Słynie z geotermalnych, naturalnych źródeł (są też takie w różnych kolorach w Wai-o-Tapu Thermal Wonderland). W Rotorua można znaleźć całe kompleksy, gdzie można wykąpać się w różnych źródełkach, również błotnych (Hells Gate Geothermal Park), ale są też miejsca, w których dostęp do gorących źródeł jest darmowy (np. Karosene Creek). Niedaleko znajdują się Hamurana Springs, nad które chcielibyśmy dotrzeć. Nie są już tak przyjemnie ciepłe jak te geotermalne, ale wyglądają jak turkusowe baseny w środku dżungli – piękne!

Mount Hikurangi  góra, na której szczycie znajdują się maoryskie posągi, a wschody słońca podobno są niesamowite. Jest to track dosyć wymagający, z nocką w schronisku w górach, więc pewnie zakwasy na nogach będę miała przez kolejny tydzień, jak po Mueller Hut na południu;)

Rere Falls (+ Rere rockslide) – uwielbiamy wodospady, a jeśli do tego dochodzi jeszcze naturalna ślizgawka to jesteśmy pierwsi w takim miejscu. Będąc na Samoa wybraliśmy się na takie ślizgawki w lesie i zabawy mieliśmy jak dwójka dzieciaków w aqua parku. Te przy Rere falls są zdecydowanie szersze i nie tak strome, ludzie zjeżdżają na nich na deskach i wygląda to na wielki fun!

Gisborne – miasto słynące z surferskich plaż, pysznego wina (to nowozelandzka stolica Chardonnay) i dobrego jedzenia. Do tego wszystkiego można tam odkryć trochę kultury Maorysów, więc podejrzewamy, że będzie ciekawie i smacznie!

Napier – kolejne miasteczko, w którym nawet już raz byliśmy i się w nim zakochałam. Napier słynie z zabudowy w stylu art deco, przez co ma świetny klimat, piękne centrum miasta, pełno fajnych kawiarenek i mnóstwo budynków, którym chciałoby się cykać zdjęcia z każdej strony. Prze-ko-zak. Do tego w okolicy znajduje się Mission Estate Winery, czyli najstarsza winiarnia w NZ, od której rozpoczęła się historia nowozelandzkich (przepysznych!) win.

Te Mata Peak – stosunkowo krótki szlak, z pięknymi widokami w panoramie 360 na otaczające szczyt góry i lasy. Przy dobrej widoczności można zobaczyć wulkan Ruapehu!

Tongariro Alpine Crossing – podobno jeden z najpiękniejszych pieszych szlaków na świecie. Track prowadzi przez wulkaniczne tereny, a między szarymi górami zobaczyć można turbo turkusowe jeziora.

Bridge to nowhere – most donikąd? Nie do końca, bo prowadzi do doliny porzuconych marzeń (valley of abandoned dreams). Trochę to brzmi jak element jakiejś wymyślonej historyjki, ale tak nie jest. Kiedyś tereny dolin Mangapurua i Kaiwhakauka zostały podarowane przez nowozelandki rząd, żołnierzom powracającym do NZ po I Wojnie Światowej. Tereny zostały najpierw zasiedlone, wybudowano most linowy (później betonowy), ale ze względu na wiele przeszkód w zamieszkiwaniu tego terenu ludzie się stamtąd wynieśli. Obecnie most leży na terenie Whanganui National Park i jest częścią jednego z nowozelandzkich, wielkich szlaków (New Zealand’s Great Walks).

Mine Bay – zatoczka w jeziorze Tekapo, z wysoką na 10 metrów skałą, w której wyryto maoryskie wzory. Wygląda to mega imponująco, ale dostęp do tego miejsca jest tylko od strony wody, więc albo trzeba wsiąść na pokład łódki albo ze zorganizowaną grupą podpłynąć pod skałę kajakiem. Z kolei na południu jeziora Tekapo są geotermalne źródła Tokaanu. Mieszkając w Taupo przez niecałe 2 tygodnie zimą, wybraliśmy się dwukrotnie w środku nocy do takiego naturalnego, gorącego basenu z mini wodospadem – super sprawa!

The Elephant Rock (+ Three Sisters) – wysokie na ponad 20 metrów formacje skalne, w tym jedna przypominająca kształtem słonia.

Bridal Veil Falls – gdy już zobaczymy wszystkie wodospady na swojej drodze to chyba stworzymy jakiś przewodnik. Ten wygląda imponująco, łatwo się do niego dostać i będzie po drodze, więc pojedziemy go zobaczyć.

Blue Springs – piękne, krystalicznie czyste źródełka, otoczone paprotkową dżunglą. Jest plan, żeby do nich wskoczyć, chociaż temperatura wody raczej nie będzie należała do moich ulubionych.

Waihi – miasto pamiętające gorączkę złota. W Waihi nadal jest gigantyczny dół, po którym można się przejść, z którego wydobywane było złoto w XIX wieku.

Coromandel – miejsc do zobaczenia na półwyspie Coromandel jest mnóstwo i każdy zachwala ten kawałek Nowej Zelandii, więc podejrzewamy, że spędzimy tam kilka dni. Są krótsze i dłuższe szlaki, np. Coromandel Coastal Walkaway, Rocky’s Goldmine Track, Wentworth Valley Tracks, czy The Pinnacles Walk. Są plaże z fajnymi miejscówkami: Hahei Beach, Cathedral Cove, Otama Beach i Hot Water Beach. Jest co robić!

Cape Reinga – czyli najbardziej wysunięty na północ punkt w Nowej Zelandii. Ciekawe, czy tam dojedziemy, bo na planowany najbardziej wysunięty na południe punkt nie dojechaliśmy;p Po drodze do Cape Reinga zajechalibyśmy do Ngawha Springs, czyli gorących źródeł, z których korzystają głównie lokalesi (pisali o nich Asia i Adam). Tak, uwielbiamy gorące źródła:)

Kerikeri – tutaj przyjedziemy na 100%! Gdy zamarzaliśmy w Taupo, powoli wpadając w deprechę z powodu braku pracy na horyzoncie, kupiliśmy sobie skoki ze spadochronem w Kerikeri na październik. Nie udało się skoczyć na południowej wyspie (było za to bungee!), to teraz nadrobimy:)

Matapouri Bay – a tutaj można znaleźć syrenkowy basen (Mermaid Pool) i jest piękny widok na ocean, a nam widoków z oceanem na pierwszym planie nigdy za wiele.

Auckland – tutaj chcąc, nie chcąc musimy dojechać, bo w Auckland pożegnamy się z Nową Zelandią:( Pofruniemy dalej, do Australii.

Poniżej udostępniamy link do bardziej szczegółowej mapy, na której znajduje się trochę więcej dokładnych informacji, w jakim miejscu, co można zobaczyć lub zrobić. Swoją drogą platforma, na której mapkę zrobiliśmy, została stworzona przez Polaka:) Możecie zajrzeć na Tales Trails, jest tam sporo darmowych opcji na ładne mapy.

Póki mieszkamy w Mt Maunganui chcemy odwiedzić jeszcze kilka miejsc w Bay of Plenty. Planujemy m.in. przejechać się nad Omanawa Falls i Karangahake Gorge, a jakiś czas temu udało nam się zobaczyć Kaiate Falls i Papamoa Hills (oba miejsca super!).

Nowozelandzki road trip będzie wstępem do dalszej podróży i zakończeniem roku życia w tym kraju. Kiedy to zleciało?! 

(Visited 679 times, 1 visits today)

4 Comments

  1. Kuba 15 września 2016 o 21:41

    A gdzie spotkanie z Trampkami w planach? :O 😉
    Fajnie miejscówki, o kilku nie słyszeliśmy i już wpadają na naszą listę 😀

    1. Olo 16 września 2016 o 00:12

      Kuba toć spotkanie z Trampkami kryje się pod pobytem w Auckland. Myśleliśmy, że to jasne!:)

  2. 13 26 sierpnia 2017 o 01:03

    Dzięki za utwierdzenie w przekonaniu, że przeglądane przeze mnie mapy i miejsca są warte tego, by o nich marzyć. Krótko i treściwie!!

nie bądź wiśnia i daj znać co myślisz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *