Uwielbiamy Nową Zelandię za to, że są tutaj tak zróżnicowane krajobrazy, często w niewielkiej odległości od siebie. Dżunglowate lasy, szerokie plaże z białym piaskiem, lodowce, góry i… sporo wulkanów! A do tego w pakiecie pełno geotermalnych terenów, z parującymi źródłami, gejzerami, a nawet plażami.

Jako, że wyspa północna wulkanami stoi, można powiedzieć, że nasz road trip kręcił się wokół nich i okołowulkanicznych tworów. Wybraliśmy się tam, gdzie można za free korzystać z uroków natury, ale też zahaczyliśmy o kilka płatnych atrakcji, a wszystkie miejsca były mega ciekawe i prawdę powiedziawszy każde różniło się od poprzedniego. Bez zbędnego przedłużania opowiadamy o naszym wulkaniczno-geotermalnym szlaku (z dodatkiem maoryskiej kultury po drodze!) po Nowej Zelandii.

white-island-52

WHITE ISLAND

Byliśmy tak nakręceni na te wszystkie wulkany i gejzery, że stwierdziliśmy, że nie ma co się pitolić. Jedziemy na aktywny wulkan! W dodatku oceaniczny, żeby było ciekawiej. To była nasza pierwsza zorganizowana wycieczka, z braku innej opcji, bo na wyspo-wulkan nie ma jak się dostać na własną rękę + tylko autoryzowane firmy mają do niego dostęp  jako, że… wyspa jest prywatna i trzeba mieć zezwolenie na jej eksplorowanie. Jakiś ziomek w NZ posiada na własność aktywny wulkan na oceanie… kto bogatemu zabroni!

white-island-50white-island-53

White Island (maori: Whakaari) jest niesamowita, wszystko nas tak ekscytowało (patrz jak tu paruje! a tu jak bąbluje!), że ciężko było nam się skupić na tym, co mówili przewodnicy, więc pewnie sporo interesujących informacji nam umknęło. Dookoła nas unosiło się pełno pary z bulgoczących błotek i oparów siarki (którą kiedyś na wyspie wydobywano) wydobywających się z fumaroli, a pod nogami przepływały ciepłe źródełka bogate w żelazo (niedobre, mogliśmy spróbować).
white-island-20white-island-21white-island-40 white-island-39white-island-25 white-island-27 white-island-17white-island-12white-island-31white-island-10

Po wyspie chodziliśmy w kilkunastoosobowej grupie, uzbrojeni w kaski na głowach i maski gazowe na twarzach, które pomagały w oddychaniu, gdy wiatr kierował prosto na nas całą chmurę siarkowego dymu i wszyscy się krztusili jak starzy gruźlicy. Jedyny minus wycieczki – była za krótka!

white-island-47 white-island-34 white-island-45white-island-3

W sumie sam pobyt na wulkanie zajął ok. 1,5 h, a dla takich podjarańców jak my, którzy chcieli trochę pofotografować/pofilmować, a do tego jeszcze w równym tempie iść z grupą, było to niezłe wyzwanie. Gdyby to była wycieczka klasowa, bylibyśmy koszmarem nauczycielek:D

rotorua-45

WHAKAREWAREWA VILLAGE (ROTORUA)

Kolejnym miejscem, do którego wybraliśmy się jako nowi fani wszystkiego, co bulgocze i paruje, była Rotorua. Miasto słynie nie tylko z geotermalnych terenów i smrodu zgniłego jaja, ale także maoryskiej kultury. Rotorua i okolice była i jest domem wielu Maorysów od wieków i to tutaj można znaleźć sporo tzw. „Maori Village”, w których w bardzo obrazowy sposób można dowiedzieć się ciekawych rzeczy o życiu rdzennych mieszkańców Nowej Zelandii.

rotorua-3
Skorzystaliśmy z tej opcji i wybraliśmy się do Whakarewarewa, maoryskiej wioski leżącej w geotermalnej dolinie. Tak nam się tam podobało, że spędziliśmy pół dnia na włóczeniu się po niej – najpierw z przewodnikiem, który nas oprowadził po wszystkich miejscówach, a później jeszcze raz sami, przy okazji skręcając na szlak z parującymi jeziorami.

rotorua-27

W związku z geotermalną aktywnością terenu, wioska Whakarewarewa stale się zmienia. Co jakiś czas w niektórych miejscach zapada się ziemia, tworząc mniejsze i większe dziury (przewodnik: „tutaj jeszcze kilka tygodni temu stał dom, ale zawalił się”… aha). Powoduje to powolne przesiedlanie się mieszkańców, coraz wyżej na wzgórza otaczające dolinę. Mimo wszystko, nadal mnóstwo domów postawionych jest w sąsiedztwie geotermalnych źródeł, a przy niektórych chatkach dziury pozasypywane są rozłupanymi kamieniami z wystającymi bambusowymi kominami, które odprowadzają gromadzące się pod ziemią ciśnienie.

rotorua-29rotorua-52 rotorua-51 rotorua-54 rotorua-53 rotorua-12

Takie naturalne ciepło wydobywające się z wnętrza ziemi to oprócz ryzyka zawalenia się chaty w dowolnym momencie, mega przydatna i funkcjonalna sprawa. Do czego Maorysi z Whakarewarewa wykorzystują dary losu od Matki Ziemi? A na przykład do gotowania całych posiłków. Metoda hangi polega na umieszczeniu mięsa i warzyw w specjalnie wykopanych dołach, zasłanianych drewnianą pokrywą i, tadaaam, mamy naturalny parowar. Za darmo, w 3-4 godzinki robi nam obiad dla całej familii.

rotorua-7 rotorua-8 rotorua-28

Parujące naokoło jeziorka i mineralne źródła są wykorzystywane przez Maorysów w życiu codziennym, każde z przeznaczeniem do czegoś innego. Niektóre idealnie nadają się do gotowania warzyw, jajek i owoców morza; inne, bogate w olejki i minerały, wykorzystywane są do kąpieli (komunalne łaźnie dostępne są dla mieszkańców wioski rano i wieczorem, coby nie latali na waleta między zwiedzającymi;)); kolejne źródełko służyło kiedyś tylko i wyłącznie do sterylizowania dziecięcych pieluszek przed praniem; jeszcze inne pomaga w prognozowaniu pogody – kiedy poziom wody się obniża, mieszkańcy wiedzą, że pogoda się zmieni; z kolei w jeziorze w pobliżu wioski (ang: Green Lake, maori: Roto Kanapanapa) kiedyś obmywane były ciała zmarłych (jezioro bogate jest w minerały, które pozwalały „zakonserwować” ciało na tyle, by przez kilka dni mogło być odsłonięte, dzięki czemu ludzie przybywający z innych wiosek zdążyli się pożegnać ze zmarłym).

rotorua-15 rotorua-17rotorua-33

rotorua-11 rotorua-10 rotorua-9 rotorua-31 rotorua-43rotorua-36rotorua-49rotorua-42rotorua-50rotorua-38rotorua-44

Jak już jesteśmy przy temacie zmarłych to ciekawy jest też sposób pochówku w tej wiosce. Wszystkie groby wystają nad powierzchnię ziemi, chociaż były próby chowania zmarłych pod nią (po przybyciu misjonarzy), ale tak jakby… nie wyszło. Dlaczego? Ciała, przez aktywność geotermalną ziemi, były wypychane do góry, więc Maorysi wrócili do swoich starych metod.

rotorua-20

rotorua-14 rotorua-23 rotorua-59 rotorua-60

W Whakarewarewa znajduje się też 7 aktywnych gejzerów, z czego jeden, Pohutu Geyser, siura wodą średnio co godzinę, nawet na 30 m. Oczywiście przez te kilka godzin, które spędziliśmy na terenie wioski, ani razu nie udało nam się trafić na eksplozję. Pf!

wai-o-tapu-7

WAI-O-TAPU

Jeszcze jednym, ciekawym miejscem w okolicy Rotorua jest Wai-O-Tapu, promujące się kuszącym hasełkiem „Thermal Wonderland”. Mnóstwo osób pisze, że jest niewarte swojej ceny, a my… My uważamy, że jak zarabia się w dolcach to warto, bo cena tak nie boli:)

wai-o-tapu-28

Wai-O-Tapu jest największym obszarem powierzchniowej aktywności termalnej w Wulkanicznej Strefie Taupo. Przestrzeń 18 kmcała pokryta jest zapadniętymi kraterami, wrzącymi źródłami i błotkami. Pod powierzchnią ziemi rozciąga się siatka źródeł podgrzewanych pozostałościami magmy z wcześniejszych erupcji. Woda przepływająca przez Wai-O-Tapu jest tak gorąca (odnotowano temperatury do 300oC!), że absorbuje minerały ze skał, przez które przepływa.

wai-o-tapu-21wai-o-tapu-20wai-o-tapu-19wai-o-tapu-13wai-o-tapu-12wai-o-tapuwai-o-tapu-11wai-o-tapu-4Na terenie dostępnym dla zwiedzających można zobaczyć kilka naprawdę czadowych źródełek, o pięknych kolorach, które zawdzięczają właśnie minerałom zawartym w skałach. Dwa najbardziej popularne i najciekawsze źródła to The Champagne Pool i Devil’s Bath. The Champagne Pool przy brzegu ma kolor pomarańczowy (od antymonu), a głębiej niebiesko-turkusowy (m.in. od złota, srebra, siarki, rtęci, arsenu i innych minerałów), temperatura wody na powierzchni ma 74oC i bąbluje przez zawarty w niej dwutlenek węgla.

wai-o-tapu-25 wai-o-tapu-24 wai-o-tapu-23 wai-o-tapu-27 wai-o-tapu-26

Z kolei Devil’s Bath to źródełko leżące w kraterze; ma wściekło limonkowy kolor m.in przez sole żelaza i siarkę zmieszane z wodami z The Champagne Pool. Na terenie Wai-O-Tapu spędziliśmy dobre 3 h, nie pomijając żadnego źródełka. Wiele z nich kształtowało się przez kilkaset lat i przybierają naprawdę niezwykle formy i kolory. Mega sprawa!

wai-o-tapu-33 wai-o-tapu-32 wai-o-tapu-31 wai-o-tapu-30

Zajrzeliśmy też do miejsc, gdzie nie trzeba płacić (albo płaci się bardzo mało), żeby zobaczyć wulkaniczne krajobrazy i poczuć jaki gorąc naturalnie może wydobywać się z ziemi.

OTUMUHEKE STREAM  

Jeszcze mieszkając, trochę nieplanowanie, w Taupo, odkryliśmy świetne, gorące źródła w środku ogólnodostępnego parku (o nazwie SPA Park :)). Był środek zimy, mieszkaliśmy w domu bez ogrzewania (8 stopni w salonie nad ranem, niemalże sople wiszące z nosa i te sprawy), w którym po kilku dniach siadła też ciepła woda. Siedząc raz w salonie, ubrani we wszystko, co mogliśmy na siebie założyć (wyglądaliśmy trochę jak Joey, który założył na siebie wszystkie ciuchy Chandlera, tylko jakby dorzucił jeszcze na to śpiwór i koc), Olo wpadł na genialny plan, żeby jechać na gorące źródła. Nastąpiła więc zmiana outfitu z wielkiej kuli ciuchów na boardshorty i bikini, zgarnęliśmy ręczniki i czołówki, wybiła 23:00, my wskoczyliśmy do fury i ruszyliśmy na poszukiwanie ciepełka. W gorących źródełkach wygrzewaliśmy się dwie noce z rzędu i po raz kolejny przekonaliśmy się, że nie ma tego złego! Nad głowami świeciły nam gwiazdy, obok szumiał mały wodospad, a my grzaliśmy się w idealnie cieplutkiej wodzie w środku nowozelandzkiej zimy. Szkoda, że w Polsce nie ma takich naturalnych, gorących źródełek za darmoszkę!

hot-water-beach-1

HOT WATER BEACH

To jest w ogóle jakiś niezły wybryk natury! Na półwyspie Coromandel jest plaża, na której podczas odpływu można wykopać sobie nad brzegiem basenik, w którym zamiast zimnej wody z oceanu, będzie ciepła, geotermalna. Wypożyczyliśmy więc łopatę w pobliskiej kawiarni i zaczęliśmy rozgrzebywać piasek stopami, żeby wyczuć, gdzie jest ciepło. Olo do mnie zamachał, że tu, pod jego girą przepływa żyła gorąca! Trzeba było działać szybko, bo chętnych na pluskanie się w cieplej wodzie nad oceanem jest sporo. Są tłumy jak na polskich plażach, tylko zamiast parawanów, każdy oddziela się swoim bajorkiem od sąsiadów. Zatem mąż mój machał łopatą, a ja nadzorowałam przebieg budowy dołka, w którym miały zasiąść nasze tyłeczki. W końcu jest, super basen, najlepszy na dzielni, no to hopsa do niego… Nie dało rady! Woda była tak gorąca, że nasze cztery litery wyskoczyły z dziury w sekundę. Trafiliśmy z naszym basenikiem na najgorętszy obszar na plaży, przez który wszyscy przeskakiwali z krzykiem „aaaaa, hot hot hot!”, a jedno dziecko z płaczem, bo sobie poparzyło stopy (myśmy nie zdejmowali w ogóle japonek, bo piasek był tak gorący, woda pod nim sięga temperatury ponad 60oC). Olo zarządził więc, że siadamy w „przedsionku” naszej rezydencji (który widoczny jest na zdjęciu). A chwilę później znaleźliśmy spot, gdzie łączył się nasz prawie-wrzątek z zimną wodą i tam wykopaliśmy swoje bajoro, w którym taplaliśmy się jak dwie świnki w błotku. Wybornie!

ngawha-springs-7

NGAWHA SPRINGS

Może to za dużo powiedziane, żeby był to „kompleks” gorących i zimnych źródeł, ale przyjmijmy, że 15 drewnianych basenów z wodą (od 17oC do 45oC bodajże) tym było. Miejsce prześwietne, bardzo kameralne, głównie dla miejscowych, w którym można się niesamowicie zrelaksować. Weszliśmy tam z myślą „dobra, godzinę się popluskamy i wystarczy”, a wyszliśmy po ponad 2 h, rozleniwieni i wypoczęci jak po całodziennym spa.

ngawha-springs-8 ngawha-springs-6 ngawha-springs-5 ngawha-springs-4 ngawha-springs-1 ngawha-springs-2 ngawha-springs-3

Widać było, że niektórzy zaglądają tam regularnie, zresztą właściwości wody w basenach pozwalają łagodzić wiele dolegliwości, a przy tym są świetnym sposobem na odpoczynek – jakbym mogła to też bym częściej wpadała do takiego miejsca. Do tego atmosfera jest bardzo domowa, nikt nie wrzeszczy, nie hałasuje – wszyscy czilują.

tongariro-19

TONGARIRO ALPINE CROSSING

Zaczęliśmy od wulkanu to skończymy na wulkanie. Tongariro Alpine Crossing to podobno jedna z najpiękniejszych jednodniowych tras na świecie. Ciężko nam to stwierdzić, ale przyznajemy, że jest cudnie. Szlak wiedzie przez masyw wulkaniczny składający się z licznych kraterów (można zajrzeć w przepiękny Red Crater), po bardzo surowym, „księżycowym” terenie.

tongariro-8 tongariro-6 tongariro-10 tongariro-15 tongariro-23 tongariro-22 tongariro-60

Po zejściu z mega piaszczystego i stromego wzniesienia, na którym mnóstwo osób zaliczało glebę, można podziwiać turbo turkusowe i zielonkawe jeziora – Emerald Lakes – i zbierać szczenę z ziemi:) Do tego w oddali widać jeszcze Blue Lake – kolejne jezioro, o pięknej, szklistej tafli. Bardzo cieszyliśmy się z tego, że trafiliśmy na czas, gdy w wulkany i kratery pokrywał jeszcze śnieg. Czarne zbocza (lub czerwony krater), kontrastujące z białym śniegiem, wyglądały przekozacko! Jakby gigantyczna krowa usiadła na Tongariro.

tongariro-33 tongariro-32 tongariro-36 tongariro-28 tongariro-37 tongariro-39 tongariro-50 tongariro-46 tongariro-41

Niesamowite, dosyć mroczne miejsce, nic dziwnego, że zostało wybrane jako sceneria dla Mordoru z Władcy Pierścieni. Jedynym minusem tego szlaku jest straszny tłok. Wydaje nam się, że najlepiej go rozpocząć o 7:00 albo 9:00 rano. My wyruszyliśmy o 8:00, kiedy na parking zjechały się autokary wypchane po brzegi ludźmi, z którymi to później dreptaliśmy gęsiego przez połowę trasy. W niektórych miejscach, zwłaszcza na podejściach pod górkę, tworzyły się wręcz korki i trzeba było czekać aż wszyscy zasapańcy wtoczą się na górę. Od kobiety, która dosyć często pokonuje Tongariro Alpine Crossing, usłyszeliśmy, że latem jest jeszcze gorzej i przez większość trasy idzie w sznureczku za innymi ludźmi!

Oboje stwierdziliśmy, że szlak jest całkiem prosty – co prawda jest kilka gorszych podejść pod górkę, ale tak naprawdę przez większość czasu idzie się po płaskim terenie.

tongariro-31 tongariro-4 tongariro-14

Jednak dla tych widoków, pięknego, stożkowatego wulkanu Ngauruhoe, kolorowych jezior, czerwonego krateru i śniegu – było warto!

tongariro-35 tongariro-53 tongariro-52 tongariro-45tongariro-62

(Visited 707 times, 1 visits today)

7 Comments

  1. niesmigielska 17 listopada 2016 o 15:14

    wszystko pięknie, ale tongariro mnie rozłozylo. nie robię żadnych tam bucket list, ale przejście tego szlaku sobie odnotowuję (w glowie), jako do zrobienia przed smiercia. nie ma bata!

    1. Agata 23 listopada 2016 o 06:06

      klimat wędrówki przez Tongariro jest faktycznie nieziemski i nietypowy 🙂 tylko te tłumy trochę psują krajobraz ;p ale jedź, będzie pięknie!

      1. niesmigielska 24 sierpnia 2017 o 13:02

        jezu, niecały rok temu pisałam poprzedni komentarz, a dzisiaj siedzę (w pracy…) i nanosze na mape punkty z Waszych postów. jaram się!

        1. Agata 27 sierpnia 2017 o 18:42

          Oooo pani, faktycznie! Trochę chciałabym ci wskoczyć w torbę i lecieć z Wami… TROCHĘ BARDZO! Dużo postów po powrocie poproszę 🙂

  2. Sroka 20 listopada 2016 o 09:16

    Bardzo podobną trasę zrobiłam w sierpniu. Wasza relacja wywołała u mnie nostalgiczne wspomnienia 😉 Nowa Zelandia jest niesamowita!

  3. Pingback: Najlepszy szlak w Nowej Zelandii - pozostałości po gorączce złota | STO historii

nie bądź wiśnia i daj znać co myślisz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *