O NAS

STO historii (1)

Połączyła nas… wspólna ławka w liceum. Poznaliśmy się w idąc do tej samej klasy (profil geograficzny – wiadomo :)). Na początku jedynymi wspólnymi podróżami były wycieczki klasowe;) Przed studiami wyjechaliśmy po raz pierwszy trochę dalej niż do Karpacza – była 3-tygodniowa Chorwacja, namiot, gotowanie parówek z kukurydzą i wyprawa na wyludniony Mljet.

Dwa lata później wpadliśmy do Londynu na weekend, chłonęliśmy atmosferę Camden Town, zobaczyliśmy Big Bena, muzea i zwiedzaliśmy ile się dało. Po trzech dniach nie czuliśmy nóg.
Pojechaliśmy też do Berlina przy okazji jednodniowego wypadu na Woodstock.

W 2012 r. spędziliśmy tydzień na Couchsurfingu w Paryżu, wsuwając wieczorami bagietki i pijąc wino, świętując urodziny gospodarza z ludźmi z Kanady, USA, Argentyny, Tajwanu i zgrają Francuzów.
I w tym samym roku wyruszyliśmy po raz pierwszy do Azji razem z siostrą i szwagrem Agaty. Wybraliśmy się na 3 tygodnie do Tajlandii i Kambodży. Tu fun był jeszcze większy, bo podróżowaliśmy we czwórkę – imprezowaliśmy na Khao San Road, nurkowaliśmy z kolorowymi rybkami, jedliśmy kilogramy ulicznych specjałów i odwiedziliśmy piękny Angkor.

W międzyczasie Olo zdążył wyjechać na miesiąc do Rosji szlifując rosyjski na Uniwersytecie Puszkina, a Agata półtora miesiąca spędziła jako wolontariuszka na Cyprze Północnym, w Famaguście.

Rok później, również 4-osobową ekipą, pojechaliśmy na urlop do Indonezji. Śmigaliśmy skuterami po Bali, zastanawialiśmy się dlaczego banana pancakes są zielone, Agata wpadła do pola ryżowego i zmierzyliśmy się z Rinjani (które do dziś jest dla nas motywacją – „na Rinjani wlazłaś, a dobiec na koniec bulwaru nie możesz?!”).

Gdzieś pomiędzy dwoma wyjazdami do Azji pojawiła się myśl, żeby wyjechać na dłużej. W realizacji wspólnych celów jesteśmy całkiem nieźli, tak więc … wyjechaliśmy! 23 września 2015 roku rozpoczęliśmy podróż.

Ale nie tylko podróżami człowiek żyje! Lubimy też posłuchać dobrej, bardzo różnorodnej muzyki, jeździmy na koncerty i festiwale. Dwa lata temu postanowiliśmy chociaż raz w życiu pojechać na magiczny Tomorrowland. Imprezowaliśmy w lipcu 2015, było najlepiej na świecie, więc w głowach przewija się myśl „może by tak jeszcze raz?”.

Dlaczego STO historii?

Dla jednych „sto” oznacza setkę (100), dla nas nie tylko:) „Sto” to trzy pierwsze litery naszych nazwisk (no, po ślubie mamy już takie samo, ale Agata jest do swojego panieńskiego bardzo przywiązana;)).

Mamy nadzieję, że jako państwo STO napiszemy 100, a nawet więcej historii!

STO historii na innych blogach:

4 Comments

  1. Ewik 30 sierpnia 2017 o 12:48

    Jestem pod wrażeniem, to pierwsze słowa jakie cisną mi się na usta… Macie super podejście do życia. Bardzo mi się to podoba 🙂 Sama teraz jestem przed dokonaniem pewnego wyboru w życiu i jeden z wariantów może mi dać życie bardzo podobne do Waszego 🙂
    Życzę Wam, wielu ciekawych podróży, niesamowitych wrażeń i życzliwych ludzi na drodze. A liczbę 100 zmieńcie w 1000 🙂 Powodzenia, pozdrawiam serdecznie 🙂

    1. Agata 5 września 2017 o 20:10

      Cześć!!
      Dzięki wielkie za miłe słowa i w takim razie życzę dobrych wyborów w życiu :)))
      Pozdrowienia

  2. emi 12 stycznia 2018 o 14:48

    Kilka dni temu odkryłam waszego bloga i wpadłam po uszy. Nie robię nic tylko czytam 🙂
    Mam takie dość osobiste pytanie,po ile macie lat? U mnie i mojego narzeczonego zrodził się pomysł wyjazdu właśnie po Azji, Australii zaraz po ślubie i podobnie jak Wy planujemy pracować na wizie work holiday w NZ lub Australii.
    Ja sama przed poznaniem narzeczonego sporo podróżowałam po USA, byłam też w Brazylii, na Karaibach, na Islandii… Obecnie mieszkam w Szwajcarii więc nie mam jakiegoś większego strachu przed taką podróżą, w przeciwieństwie do narzeczonego :)) u mnie raczej pojawia się strach jak myślę co potem, czy odnajdziemy się w Polsce ja z moją trzydziechą na karku i małym doświadczeniu w zawodzie:)

    1. Olo 14 stycznia 2018 o 19:23

      Hej Emi! jesteśmy 90 rocznik, więc łatwo można policzyć:) Jeśli masz trzydziestkę to zorientuj się jak z wizami working holiday, bo jeśli się nie mylę to w NZ można aplikować o nią do 30 roku życia. W Australii może być podobnie. My do podróży, szczególnie w tamte strony, oczywiście zachęcamy, ale każdy oczywiście sam musi podjąć decyzje. My też się trochę cykaliśmy, ale nie zamienilibyśmy tej przygodny na nic innego:)

nie bądź wiśnia i daj znać co myślisz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *