Pierwsze wrażenia z Wietnamu

Do Wietnamu przylecieliśmy trochę przez przypadek. Chcąc nadać bagaże z Malezji na Filipiny zapytano nas o bilet wylotowy z tegoż kraju. Nie mieliśmy. „To nie wpuszczą Państwa na pokład samolotu.” – usłyszeliśmy. Mhm, okej, to momencik. Odeszliśmy od check-inu, usiedliśmy na podłodze na lotnisku, odpaliliśmy laptopa. Trzeba kupić gdzieś bilety. To, gdzie lecimy dalej? Wietnam? W sumie myśleliśmy, żeby tam kiedyś pojechać. No dobra, niech będzie Wietnam!

Jemy (i pijemy!) w Melbourne

Melbourne to raj dla osób, które lubią jeść i eksplorować nowe miasta opychając się pysznościami. Ilość kawiarni, pubów, knajpek, restauracji, wypasionych restauracji, piekarni jest OGROMNA. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy ktoś kiedyś to wszystko zliczył. Do tego dorzućmy ogromne markety z przekąskami, świeżymi warzywami, owocami, miodami, mięsami, rybami… Choćbym miała tam mieszkać całe życie, nie dałabym rady spróbować wszystkiego (smuteczek!), musiały wystarczyć 3 dni.

Aparat fotograficzny na podróż

Aparat fotograficzny był jednym ze sprzętów, które znalazły się na naszej liście „do kupienia” przed wyjazdem. Mieliśmy co prawda aparat, ale cyfrowy, a przy okazji długiej podróży chcieliśmy podszkolić się z robienia zdjęć. Uznaliśmy, że to dobry moment na zainwestowanie w coś lepszego, co daje więcej możliwości.

Miesiąc na Borneo

To nasz ostatni dzień z tygodniowego pobytu w dżungli na Borneo. Postanawiam w końcu skorzystać z szerokiego tarasu doklejonego do naszej drewnianej chatki i napisać kilka zdań o miesiącu, który spędziliśmy na tej ogromnej wyspie. Strasznie żałuję, że nie było zbyt wielu okazji, żeby zasiadać tu (na tarasie) częściej, bo ciężko mi się skupić na klikaniu w literki na klawiaturze. Nad głową skaczą mi makaki, przede mną na drzewie siedzi wiewiórka zajadając owoc, a w oddali między listkami kitra się mikroskopijny ptaszek. Wystarczy siedzieć cicho i obserwować naturę.