Jadąc do Chin nie zastanawialiśmy się za bardzo jak będzie na miejscu. W Azji byliśmy dwa razy przed tegorocznym wyjazdem, poznaliśmy też wcześniej kilku Chińczyków i wszystko było okej. Kiedyś nawet mieszkałam przez chwilę z Chinką – nie zapomnę jak tłumaczyłam jej do czego służy masło, ale przecież równie dobrze ona mogłaby się dziwić, że nieporadnie jem pałeczkami. Jeśli jedziesz po raz pierwszy do Chin przeczytaj 7 lekcji na końcu wpisu!

Do Chin dostaliśmy się drogą lądową przez granicę w Eerlien. Mając kilka godzin przerwy w tym mieście, postanowiliśmy spróbować wyciągnąć kasę z bankomatu, poszukać wifi i może kupić kartę do telefonu. No niestety, ale schody zaczęły się szybciej niż się tego spodziewaliśmy. Nikt nie mówił po angielsku, a u nas z chińskim tak jakby też nie najlepiej:) Wchodzimy do KFC i pytamy, czy mają Internet… nic. Tylko uśmiechająca się buzia Chinki, po której widać, że kompletnie nas nie rozumie. Wifi? Wzruszyła ramionami i dalej się uśmiechała. Ręce nam opadły, no ale nic, idziemy dalej. Karta w bankomatach nie działała (wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że w Chinach możemy korzystać tylko z bankomatów Bank of China i ICBC), więc postanowiliśmy wymienić dolary na juany. Żeby dowiedzieć się, gdzie można dokonać wymiany musieliśmy pokazać banknot dolara, głośno i wyraźnie powiedzieć JUAN, a przy tym kilka razy pomachać rękami, co naszym zdaniem miało ułatwić im zrozumienie, że chodzi o zamianę waluty. Byliśmy na maksa sfrustrowani, przy tym ciągle bez kasy na autokar, który wiózł nas do Pekinu. W końcu udało nam się dotrzeć do kantoru, gdzie zamiana dolców na juany zajęła dobre 20 minut.

Dobra, mamy kasę, idziemy kupić kartę do telefonu. Jak zaczęłam mówić do dwóch Chinek w sklepie China Unicom (jedna z największych chińskich sieci) o co mi chodzi to spojrzały na siebie nawzajem, pochichraly się i… mnie olały. AAAAA! Pozostawiliśmy sprawę kupienia karty na później (w końcu i tak jej nie kupiliśmy;)). No to co, czas na toaletę i wracamy do busa. Po drodze do autokaru wchodzę do hotelu i pytam, czy można skorzystać z toalety. I znowu to spojrzenie, po którym widzę, że nie kumają. To jeszcze raz głośno i wyraźnie mówię TOILET. Ziomek z recepcji na to pokazuje mi jakie mają pokoje w hotelu… mhm, ekstra. Później dowiedzieliśmy się, że w Chinach nie pyta się o toilet a o WC, wtedy istnieje większa szansa, że Cię zrozumieją.

Stwierdziliśmy – okeeej, to jakaś dziura, w Pekinie będą śmigać po angielsku, przecież to stolica. Oczywiście się myliliśmy. Zapytaliśmy około dziesięciu Chińczków, gdzie jest metro i albo się uśmiechali albo od nas uciekali albo zaczynali mówić coś po chińsku. Na szczęście przypomnieliśmy sobie, że ściągnęliśmy mapę metra na komórkę i dopiero jak ją pokazaliśmy to udało nam się „dogadać”. Także w Chinach… no english:)

Ale bariera językowa to nie wszystko. Myślę, że to co przeżyliśmy przez pierwsze dwa dni w Chinach spokojnie można nazwać szokiem kulturowym.

W drodze do Pekinu zobaczyliśmy najgorsze łazienki ever. W damskiej można było uświadczyć jeszcze odrobinę prywatności kucając nad dziurą w ziemi – były niskie ścianki działowe między kolejnymi dziurami, ale o drzwiach zapomnij. Za to męska to integracja totalna, same dziury w ziemi, zero ścianek, drzwi, czegokolwiek. Do tego smród nieziemski. Wchodząc do takiej toalety odechciewa się wszystkiego:)

Na początku ciężko było nam się przyzwyczaić do tłumów w Chinach. Zwłaszcza po przyjeździe z kraju, w którym przez dziesiątki kilometrów nie było widać nikogo, co najwyżej zwierzęta. No ale wiadomo, Chiny przy populacji 1,3 miliarda ludzi to nie Mongolia. Co nas na początku zaskoczyło to walka o miejsca w metrze. Mieszkaliśmy daleko od centrum i codziennie jeździliśmy sporo metrem, a jedna z linii miała swoją stację początkową w miejscu, gdzie się przesiadaliśmy. Za pierwszym razem staliśmy sobie spokojnie razem z tłumem Chińczyków, czekając aż podjedzie metro, no i jest, wszystkie wagony puste. Otwierają się drzwi i ruszyyyyyyli, szybko biegną, rzucają torebki na siedzenia, 5 sekund później zero wolnych miejsc. A przy tym tyle radości, zwłaszcza na twarzach tych, którzy usiedli. Później stwierdziliśmy, że w sumie jest z tego niezły fun i będziemy bawić się z nimi w kto pierwszy ten lepszy. Hitem i tak był bieg na pociąg do Badaling, żeby zająć miejsca siedzące. Dawno tak szybko nie biegłam, a przy tym miałam taką bekę, że nie mogłam opanować śmiechu jeszcze przez dobrych kilka minut, gdy dobiegliśmy do pociągu i usiedliśmy na „wywalczonych” fotelach.

Co nas jeszcze zdziwiło i było widoczne zwłaszcza w Pekinie, to dzieci biegające w spodniach z wielką dziurą na tyłku, często bez niczego pod spodem. Niestety byliśmy raz świadkami „używania” funkcjonalności takich spodni, gdy sobie siedzieliśmy w parku. Bez opisywania szczegółów, chwilę później obok nas była kupa dziecka. Na chodniku. W parku. Chciałabym zobaczyć nasze miny w tym momencie, ale dla pani, która wysadzała dziecko wydawało się to całkiem normalne.

7 lekcji dla przyszłych chińskich podróżników:

Lekcja #1: Jeśli masz telefon z androidem zainstaluj wszystkie potrzebne aplikacje przed przyjazdem do Chin – Google tam nie działa, więc i sklep Google na Twoim telefonie odmówi posłuszeństwa.

Lekcja #2: Wśród „wszystkich potrzebnych aplikacji” na telefonie musi znaleźć się translator! Chińczycy naprawdę słabo stoją z angielskim i bardzo często używają translatora w wielu, dla nas na pozór prostych, zapytaniach ze strony turystów (w stylu: gdzie jest metro?).

Lekcja #3: Określenie waluty chińskiej jako juan (yuan) zazwyczaj używane jest za granicą, oficjalna nazwa waluty to renmibi (RNB) lub potoczne kuai. Yuan to po chińsku pieniądz, więc w rozmowie z Chińczykami na temat waluty niekoniecznie używanie tego zwrotu przynosi zamierzony skutek… patrz historia powyżej;)

Lekcja #4: Bardzo możliwe, że nie będziesz mógł wypłacić pieniędzy w dowolnym chińskim bankomacie mając polską kartę. Wypłaty na pewno można dokonać w bankach Bank of China i ICBC.

Lekcja #5: Chcąc zapytać o toaletę lepiej użyć określenia WC – jest duża szansa, że Chińczycy zrozumieją o co chodzi. Pytając o toilet lepiej odpal już translator;)

Lekcja #6: W rozmowie na migi może przydać się znajomość pokazywania na palcach podstawowych liczb po chińsku. Tak, tak dobrze czytacie. Za pomocą trzech palców można pokazać 3, 9 czy 300.

Lekcja #7: Bądź cierpliwy, uśmiechaj się i staraj się dostosować do otoczenia:) Im szybciej tym lepiej dla Ciebie!

Powodzenia w Chinach!

Niestety to były pierwsze wrażenia z Chin, więc na początku ciężko było nam pojąć kulturę tego kraju, a nasze twarze chyba krzyczały what the fuck?! Na szczęście później było już tylko lepiej. Pekin pokazał się nam od lepszej strony niż no english, przepychanki w metrze i śmiecenie na różne sposoby, a w Szanghaju od pierwszego wyjścia z metra wiedzieliśmy, że to miasto nam się spodoba.

(Visited 1 275 times, 1 visits today)

7 Komentarzy

  1. borboleta 9 listopada 2015 at 21:03

    marzę żeby zobaczyć ten Wasz biego do pociągu!! 🙂

    odpowiedz
    1. Agata 10 listopada 2015 at 11:08

      Będzie na filmiku na pewno! 🙂

      odpowiedz
  2. Pingback: Zakazane Miasto | STO historii

  3. Ali 23 marca 2016 at 13:28

    Widzę, że pod względem szoku kulturowego nasze przeżycia są dość podobne 🙂 Miałam jednak to szczęście, że byłam tam zimą i dzieci z dziurą na pupie raczej nie widziałam…

    Co do lekcji 1 to pamiętam, że młody Chińczyk instalował mi na komputerze coś niekoniecznie legalnego :), co zmieniało moje proxy (lub inna taka magia) i korzystać z Google mogłam – ciekawe, czy na komórkę też istnieją takie cuda?

    Lekcja 6 – pamiętam moje zdziwienie, że moje pokazywanie liczb na palcach =/= chińskie pokazywanie liczb na palcach. Uczyłam się, zapominałam i… w efekcie chyba łatwiej przychodziło mi wymawianie chińskich liczb.

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie,
    Ali

    odpowiedz
    1. Olo 20 maja 2016 at 00:28

      Ali, oprogramowanie o którym mowa to najprawdopodobniej VPN, które pozwala działać za pomocą połączenia szyfrowanego. To rozwiązanie jest bardzo często płatne, ale jest też kilka bezpłatnych. Z tego co kojarzę, to na telefon również jest dostępne:)
      Pozdrowienia!

      odpowiedz
      1. Ali 20 maja 2016 at 07:16

        Bingo 🙂 Pozdrawiam, Ali

        ali-w-podrozy.blogspot.com

        odpowiedz
  4. Pingback: Rok w podróży - podsumowanie miesiąc po miesiącu | STO historii

nie bądź wiśnia, daj znać co sądzisz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *