Nie lubię igieł. Mam taką trochę fobię i nawet idąc na pobieranie krwi trzęsę portkami, a do tego w gratisie niemal zawsze mdleję zaraz po tym jak igła wbije mi się w przegub. Wyobraźcie więc sobie mnie wchodzącą do studia tatuażu, w którym przez prawię godzinę igiełki miały mi się wbijać w przedramię. Bajka!

Stwierdziłam jednak, że tym razem nie stchórzę – już raz wybraliśmy się z Olasem do studia tatuażu w Tajlandii. Miałam wybrany wzór i miejsce, ale jak usłyszałam brzęk maszynki i minę Olasa podczas tatuowania to stwierdziłam, że „yyy to ja może wpadnę innym razem”. Olo natomiast wyszedł zadowolony z dwoma dziarami. Teraz miało być inaczej!

Jak było? Przed dziaraniem totalna masakra i panika. Obawiałam się, że ból będzie nie do wytrzymania, że zacznę się mazać jak dzieciak, że nie dam rady do końca i wyjdę z wytatuowaną kropką (tzn. Ziemią widzianą z kosmosu!) jak Phoebe z Przyjaciół  albo że podskoczę z bólu jak tylko maszynka dotknie mojej skóry. A tutaj „miła” niespodzianka! Uczucie jakby ktoś mnie ciął żyletką po łapie. Ból jednak w 100% do wytrzymania, nie wiem czego ja się spodziewałam (może tego, że będę miała urodzić ten tatuaż…), ale było naprawdę znośnie.

silver fern maori tattoo
Olo z maoryską paprotką

Fakt, że dzień po dziaraniu miałam chyba najgorszy ból głowy w życiu, prawdopodobnie przez stres. Co by oznaczało, że do tej pory nic mnie tak nie zestresowało jak zrobienie sobie tatuażu (nawet kolejny egzamin na prawo jazdy?! No way…). Wyszłam jednak z tego żywa, zadowolona i… z pomysłami na kolejne tatuaże:D W tym nieustannie mam w głowie wzór, którego nie zrobiłam w Tajlandii, więc chyba mnie to nie ominie i kiedyś go zrobię.

Oboje z Olasem jesteśmy więc szczęśliwymi posiadaczami tatuaży na przedramieniu. Co ciekawe każdy z nas inaczej zareagował na ból i tak jak ja potrzebowałam, żeby Olo cały czas ze mną gadał i zajął mi myśli jakimiś pierdołami, to on wolał ciszę, spokój i brzęk maszynki. Jak kto lubi!

feather maori tattoo
Ja z maoryskim (w bardzo babskim wydaniu) piórkiem

O czym dobrze pamiętać robiąc (pierwszy) tatuaż?

  • Skóra, w miejscu, w którym chcemy mieć tatuaż powinna być w dobrej kondycji – bez zadrapań, ran, poparzeń (dlatego lepiej w miarę ograniczyć przebywanie na słońcu przed tatuowaniem albo być mega ostrożnym – my wybraliśmy to drugie;)).
  • Po tatuowaniu należy przez 2 tygodnie bardzo dokładnie dbać o odpowiednie oczyszczanie i nawilżanie miejsca, w którym mamy tatuaż: delikatne przemywanie dziary 2x dziennie i smarowanie jej balsamem, który powinniśmy dostać w studiu tatuażu.
  • Po tatuowaniu nie powinno się opalać i trzymać miejsca, w którym mamy tatuaż przez długi czas pod wodą (odpada basen, kąpiele w morzu, a nawet pod prysznicem lepiej jest oszczędzać dziarkę).

maori_tattoo-15

Mówi się, że dobrym czasem na tatuowanie jest okres jesienno-zimowy, kiedy mamy wszystkie wakacyjne wyjazdy i gorąc w mieście za sobą. Nie musimy się wtedy martwić, że nie będziemy mogli się podczas lata opalać, czy kąpać w morzu. Do tego skóra się tak nie poci i łatwiej jest utrzymać odpowiednią higienę miejsca, w którym zrobiony został tatuaż. Dlatego my umówiliśmy się do studia dokładnie dzień po powrocie z Samoa, a nasze dziarki już się ładnie zagoiły i nie mieliśmy z nimi żadnych problemów.

(Visited 888 times, 1 visits today)

2 Komentarze

  1. Królowa Karo 14 sierpnia 2016 at 22:42

    Nie powiem, bo też mi chodzi po głowie… choć zastanawiam się czasem, czy nie jestem za stara. Może to jakiś kryzys wieku średniego mnie goni?

    odpowiedz
    1. Olo 15 sierpnia 2016 at 12:19

      Nigdy nie jest się za starym na realizację planów/marzeń, więc odwagi!:) My na pewno jeszcze sobie coś wytatuujemy i nie zastanawiamy się jak to będzie wyglądało za 30 lat, bo kogo to będzie obchodziło?:)

      odpowiedz

nie bądź wiśnia, daj znać co sądzisz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *