Jadąc do The Catlins sami dokładnie nie wiedzieliśmy co będziemy tam robić. Słyszeliśmy o tym miejscu mniej więcej tyle co o całej Nowej Zelandii: jest pięknie. Pojechaliśmy więc sprawdzić!

Dużym ułatwieniem w podróżowaniu po Nowej Zelandii są punkty i-Site, czyli informacje turystyczne z mnóstwem darmowych broszurek o atrakcjach danego regionu, mapek miast, map całej wyspy, włączając w to mapy z zaznaczonymi campingami od tych podstawowych i darmowych po bardziej wypasione i płatne. Kiedy jechaliśmy w jakieś miejsce nie wiedząc do końca co konkretnie chcemy w nim zobaczyć, pierwszym przystankiem był i-Site. Tak było w przypadku The Catlins – zgarnęliśmy mapę regionu plus broszurkę opisującą pokrótce wszystkie ciekawe punkty i na podstawie tego wybraliśmy, co chcemy zobaczyć.

Nugget Point & Roaring Bay

W Nugget Point chcieliśmy dotrzeć pod najstarszą latarnię morską w Nowej Zelandii wybudowaną w 1869 roku. Stamtąd był też super widok na ocean. Można tam zobaczyć rownież foki (maori: kekeno), foki słoniowate? (maori: ihupuku) i lwy morskie (maori: whakahao). Niestety tym razem ich nie widzieliśmy, ale warto dodać, że w NZ bardzo przydaje się lornetka do wypatrywania zwierząt.

gopro-20

catlins-1

Do Roaring Bay zeszliśmy w poszukiwaniu pingwinów złotoczubych (maori: hoiho). Było to nasze drugie podejście po niewypale na półwyspie Otago przy Dunedin. Przy Roaring Bay zbudowany jest specjalny bunkier z widokiem na wybrzeże, z którego można obserwować pingwiny. Jest też makieta informująca o przebiegu dnia pingwinów i ich cechach. Z niej dowiedzieliśmy się, że i tym razem pigwinów nie zobaczymy. Najlepszy czas na ich obserwacje to wczesne godziny poranne lub późne popołudnie/zmrok, a my byliśmy tam około 14:00. W ciągu dnia pływają w oceanie poszukując jedzenia dla siebie i młodych. Poza tym są to na maksa nieśmiałe i bojaźliwe zwierzęta. Nie warto podchodzić do nich zbyt blisko, bo wystraszone mogą wskoczyć z powrotem do oceanu, zostawiając tym samym nienakarmione młode i same, zmęczone po całym dniu mogą się w wodzie po prostu… utopić.

McLean Falls

Jeden z piękniejszych wodospadów jaki widzieliśmy i dosyć nietypowy. Do pewnego momentu można wchodzić na półki skalne, które tworzą jego kolejne kaskady. Nieczęsto zdarzało nam się widzieć wodospad z tak bliska, a widzieliśmy ich do tej pory w NZ kilkanaście. Do wodospadów McLean idzie się przez paprotkową dżunglę, która chyba mniej więcej od Catlins się zaczyna i ciągnie przez całe południe i część zachodniego wybrzeża. Jest czadowa! Chyba w poprzednim wcieleniu byłam kimś w stylu Robinsona Cruzoe, bo strasznie mnie te dżungle jarają:)

catlins-3

catlins-2

gopro-21

gopro-22

Cathedral Caves

Kolejny super punkt na mapie The Catlins. Są to dwie, ogromne jaskinie połączone ze sobą korytarzem. Znajdują się zaraz na wybrzeżu, więc dostęp do nich jest mega ograniczony przez pływy – codziennie dostępna jest informacja w jakich godzinach można je zwiedzać (średnio 2 godziny dziennie). Przez pozostały czas są po prostu zalane oceanem. Gdy dotarliśmy na parking, otrzymaliśmy mapkę i dokładne wskazówki dotyczące dojścia do jaskiń i tego jak się ubrać. Najlepiej założyć japonki i krótkie spodenki, bo mimo wszystko można wyjść z jaskiń mokrym. W naszym przypadku taki ubiór się sprawdził. Olasa na wejściu do jaskini zaskoczyła napływająca mega szybko woda i zmoczyło go po gacie. Ja natomiast przy wyjściu z jaskiń chciałam jeszcze zrobić zdjęcie i uciekając przed falami wspięłam się na skałki… na których chwilę później fala się rozbiła;)

catlins-5

gopro-23

catlins-4

gopro-25

Curio Bay

Tutaj po raz trzeci szukaliśmy pingwinów złotoczubych, tym razem w porze, kiedy powinny być na lądzie. Niestety znowu ich nie spotkaliśmy i poddaliśmy się. Pingwiny w NZ nie były nam pisane:( Za to udało nam się zobaczyć coś naprawdę ekstra – spetryfikowany las. O co chodzi? Otóż na wybrzeżu zatoki Curio był kiedyś gęsty las – pewnie paprotkowa dżungla;) Pewnego razu rejony, na których znajdował się las zostały zalane wodą z popiołem z wulkanów. Woda ta była bogata w krzemionkę, która wyjaśnia zmiany jakie zaszły w lesie. Co się z nim stało? Dzięki krzemionce las zakonserwował się na miliony lat (las ma dokładnie 180 milionów lat), jednak z czasem mocno się spłaszczył. Do tego stopnia, że obecnie można go zobaczyć tylko podczas odpływu, w innym przypadku jest zalany wodą. Można na niego zejść i przyglądać się skamielinom i wystającym gdzieniegdzie pniom drzew.

catlins-6

catlins-8

catlins-7

catlins-9

catlins-10

Waipapa Point

Nasz ostatni przystanek w The Catlins to super latania morska (ładniejsza niż ta z Nugget Point) i zobaczenie lwa morskiego, który jest dosyć podobny do popularnej foki futerkowej, ale jest większy. Miejsce było naprawdę piękne tylko szkoda, że tak wietrzne. Nawet mewy chowały się za wielkimi wodorostami, bo zwiewało je z chudych nóżek (możecie zobaczyć zdjęcie na naszym Instagramie:)).

catlins-12

catlins-11

catlins-13

Kiedy teraz myślimy o The Catlins wiemy, że mogliśmy zobaczyć takich niespotykanych i pięknych miejsc więcej. Żałujemy trochę, że nie zostaliśmy w tym rejonie chociaż jeden dzień dłużej, bo uwierzcie nam – jest tam mnóstwo rzeczy do oglądania! Jeśli ktoś będzie się tam wybierał, dajcie sobie czas na to miejsce, bo naprawdę warto.

(Visited 405 times, 1 visits today)

9 Comments

  1. Pingback: Roadtrip NZ: zgubieni w dżungli, czyli historie z Fiordland - STO historii

  2. Ewa | Daleko niedaleko 28 kwietnia 2016 o 09:47

    Wodospad z tego wszystkiego najbardziej mi się podoba. Szkoda, że nie udało się Wam przy tylu probach zobaczyć pingwinów, sama pewnie też bym strasznie żałowała no ale tak już jest z przyrodą – raz się ma szczęście, innym razem nie. Może jeszcze kiedyś się Wam uda!

  3. Pingback: Życie w vanie: co gotować? Proste, tanie i szybkie dania.

  4. Michał 29 kwietnia 2016 o 10:52

    Najfajniejsze w Nowej Zelandii jest chyba to, że na stosunkowo małym obszarze masz taką różnorodność krajobrazu: lodowce, wulkany, góry, wodospady, gorące źródła, wszystko:-). Życzę Wam powodzenia w poszukiwaniu pingwinów, na pewno w końcu się Wam uda;-)!

  5. Agnieszka 2 maja 2016 o 22:14

    Uwielbiam takie zestawienia! Mam nadzieję że uda mi się tam dotrzeć kiedyś;) A tak z czystej ciekawości, nauczyliście się języka maori?:)

    1. Olo 4 maja 2016 o 03:21

      Nieee, Agata podała maoryskie nazwy jako ciekawostkę:) Poza tym maoryski wydaje się dość trudny…:D

  6. Tresvodka Chile 3 maja 2016 o 19:42

    To kolejny post, który przekonuje mnie, że moja następna większa wyprawa powinna byc do NZ i Australii 🙂 Co do pingwinów, to zapraszam na południe Chile, nie schowają się 🙂

    1. Olo 4 maja 2016 o 03:23

      Zdecydowanie!:) Dzięki za info, mamy nadzieję, że kiedyś skorzystamy, bo póki co Chile nam jeszcze nie po drodze:)

nie bądź wiśnia i daj znać co myślisz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *