Dzisiaj mijają równe trzy miesiące od kiedy wyruszyliśmy w naszą podróż. Co poszło zgodnie z planem, a co nie? Czy z perspektywy czasu czegoś żałujemy, a może coś byśmy zrobili albo zobaczyli jeszcze raz, bo było tak super?

Jeśli byśmy mieli rozbić czasowo te trzy miesiące na poszczególne kraje to wychodzi na to, że:

  • 2 tygodnie spędziliśmy w Rosji,
  • 1 tydzień w Mongolii,
  • 1,5 tygodnia w Chinach,
  • 2,5 tygodnia w Tajlandii,
  • 5 tygodni w Nowej Zelandii (ale to zleciało!).

Co poszło zgodnie z planem?

Zgodnie z planem poszła przede wszystkim trasa i szacunkowe założenia ile czasu, w którym miejscu spędzimy, okazały się rzeczywistymi. To nie tak, że mieliśmy plan i nie zostaliśmy gdzieś dłużej, bo trzeba jechać dalej (tylko z Olchonem było tak, że mieliśmy chęć zostać jeden dzień dłużej, ale bilety kupione z dużym wyprzedzeniem na kolej transsyberyjską nam to uniemożliwiły). Okazało się, że wymyślony w domu plan był dla nas niemal idealny. Najpierw intensywnie zwiedzaliśmy przez 4,5 tygodnia, żeby później robić kurs nurkowania i odpoczywać w Tajlandii przez 2,5 tygodnia i w ten sposób naładować baterie przed pracą, która czekała nas w Nowej Zelandii. Poza tym wszystko, co zaplanowaliśmy sobie po drodze zaczynając od podróży koleją transsyberyjska, przez 4-dniowy wypad na mongolskie stepy, po zderzenie z Chińska kulturą i nurkowanie w Tajlandii, było dla nas niesamowitym przeżyciem!

Czy coś poszło nie tak jak miało?

Szczerze mówiąc żadnej katastrofy i wtopy po drodze nie zaliczyliśmy z czego bardzo się cieszymy:) Kilka razy trochę nie ogarnęliśmy z noclegami, zwłaszcza przyjeżdżając do Auckland. Będąc w tym mieście niespełna tydzień, cztery razy zmienialiśmy miejsca, w których spaliśmy, bo było tak ciężko coś znaleźć, że braliśmy co się dało i gdzie się dało. Przydałoby się mieć z tyłu głowy myśl, ze NZ to nie Azja, w której nawet w szczycie sezonu można z buta wyszukać jakiś niedrogi nocleg;) Wysłaliśmy mnóstwo zapytań na couchsurfingu, pomagali nam znajomi z Polski, nieznajomi z internetów… i niczego nie mogliśmy znaleźć. Dzięki temu, że udało nam się szybko dostać pracę wyjechaliśmy z Auckland przed weekendem, na który nie znaleźliśmy sobie dachu nad głową, do Christchurch.

Inną rzeczą, a bardziej nieprzygotowaniem z naszej strony, może być przyjazd do Chin bez większej znajomości kraju, jego kultury i zachowań mieszkańców. To dla nas lekcja na przyszłość, żeby bardziej przyłożyć się do poszukania informacji na temat miejsca, do którego jedziemy. Spory research zrobiliśmy apropo Mongolii, ale Chiny zupełnie pominęliśmy i stąd wynikała część naszych początkowych frustracji w tym kraju;)

Czy czegoś żałujemy?

A no jest kilka takich rzeczy. Po pierwsze wspomniany wcześniej Olchon – wyspa ma niesamowity klimat i urok, więc żałujemy, że nie zostaliśmy tam trochę dłużej. Podobne odczucie mamy z Chinami, chociaż będąc na miejscu mówiliśmy, że na pierwszy raz nam Chin wystarczy. Teraz z perspektywy czasu stwierdzamy, że jednak mogliśmy zostać dłużej i lepiej poznać kraj i ludzi plus zobaczyć też mniejsze miejscowości.

Inną sprawą było znowu słabe przygotowanie, tym razem do pierwszych dni w Nowej Zelandii. Nie dość, że wyszła lipa z noclegiem to jeszcze zderzenie z cenami i perspektywa braku załatwionej od razu pracy, nas mooocno dobiła w pierwszy dzień w Auckland. Okazało się do tego, że miesiąc wcześniej zmieniono sposób i kilka warunków w ubieganiu się o numer IRD (polski NIP), bez którego teoretycznie nie można podjąć legalnie pracy. Wtedy bardzo pożałowaliśmy, że nie poświęciliśmy chwili w Tajlandii, żeby zorientować się co i jak będzie wyglądało na miejscu. Szczęście się do nas uśmiechnęło, bo po dwóch dniach mieliśmy już pracę, ale wolimy nie myśleć ile kasy byśmy wydali tułając się po hostelach, gdzie najniższe ceny to ok. 20-30$ za jedno łóżko w kilkuosobowym pokoju.

Co byśmy zrobili jeszcze raz?

Oczywiście wrócili do Mongolii. To jest bezsprzeczne odkrycie naszej dotychczasowej podróży. Ten kraj jest tak magiczny, zróżnicowany (choć może wydawać się inaczej), spokojny… Marzymy, żeby tam wrócić, a życie jest po to, aby marzenia spełniać, więc… wrócimy na pewno! Chcemy tym razem zobaczyć zachodnią część i Kazachów polujących na zwierzęta przy pomocy orłów.

Ja osobiście bardzo chciałabym wrócić do Moskwy i chociaż raz w życiu pójść do Teatru Wielkiego… teraz tak jakby kreacji odpowiedniej nie było, no i kasy:)

Poza tym stwierdzamy, ze jest jeszcze tyyyyyyle do zobaczenia i tyyyyyyle do poznania, że gdy nadejdzie czas na ruszenie w dalsza drogę, będziemy chcieli pojechać w nowe miejsca.

Przy okazji chcielibyśmy wszystkim życzyć wesołych i rodzinnych świąt! Choinki w domu i śniegu za oknem, chociaż dochodzą nas słuchy, że marne szanse na ten śnieg. My niestety od swoich rodzinek i przyjaciół jesteśmy daleko, ale zadbali wspólnie o to, żeby umilić nam świąteczny czas na drugim końcu świata. Dostaliśmy od nich najlepszą paczkę-niespodziankę pod słońcem! Dzięki temu nasze okno wyróżnia się w sąsiedztwie mnóstwem ozdób świątecznych, na stole wigilijnym mielismy sianko i opłatek, wyjedlismy cały garnek barszczu, ja w końcu mogę się umalować (!), a Olo nie musi prac dwa razy w tygodniu skarpet:) Jeszcze raz ogromne…

DZIĘKUJEMY!

(Visited 59 times, 1 visits today)

4 Comments

  1. pooony 23 grudnia 2015 o 13:55

    Szybko zleciało… Ale to dopiero początek spełniania Waszych podróżniczych marzeń!
    Czytając Wasze posty mam wrażenie że perfekcyjnie wszystko macie zaplanowane, może po powrocie powinniście otworzyć biuro podróży? 🙂

    1. Agata 24 grudnia 2015 o 07:42

      Dojazd do NZ faktycznie mieliśmy zaplanowany perfekcyjnie, ale nie wiemy jak potoczy się dalsze podróżowanie i gdzie po kolei trafimy 😀 Teraz będzie chyba większy freestyle, ale to jeszcze przed nami:)
      Biura podróży to nie dla naaas, najlepiej planować samemu takie tripy!

  2. ssandrass 27 grudnia 2015 o 12:28

    No to Wam zazdroszczę, że potraficie jeździć według planu – to bardzo dobre podejście. Ja wymyślam co chwile nowe kierunki, mimo, że jak ruszyliśmy mieliśmy określony plan podróży, no i dupa, coraz większego apetytu na nowe kierunki się nabiera ;p

    ps: uwielbiam Wasze zdjęcie na lotnisku!!

    1. Olo 28 grudnia 2015 o 00:12

      Nic nam nie mów o apetycie! W głowach już robimy listę miejsc do odwiedzenia:) Póki co nie możemy doczekać się marca, bo wtedy robimy tripa po południowej wyspie NZ:)

      PS. U Was na blogu przewinęło mi się zdjęcie w tym stylu, ale jak łapiecie stopa – też ekstra:)

nie bądź wiśnia i daj znać co myślisz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *