Być w Pekinie i nie zobaczyć Wielkiego Muru Chińskiego? Nie może być! Pomimo pobudki o 6:00, deszczu za oknem i wizji spędzenia dnia z tłumem turystów nie było mowy, żebyśmy odpuścili. Zaspani ruszyliśmy metrem na dworzec, wciśnięci między Chińczyków jadących do pracy.

Zaplanowaliśmy, że pojedziemy do Badaling, czyli miejscowości oddalonej o około godzinę drogi pociągiem od Pekinu, prowadzącej do najbardziej turystycznej i znanej części Wielkiego Muru. Chcieliśmy dostać się tam porannym pociągiem, myśląc, że może będzie mniej ludzi. Wykiwali nas jednak – 30 minut przed odjazdem pociągu nie było już dostępnych biletów… Musieliśmy jechać następnym, na który trzeba było czekać w sumie prawie trzy godziny. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz, nie odpuścilibyśmy przecież przez to przechadzki po murze znanym na całym świecie, którym Chińczycy odgrodzili się od Mongołów.

Kupiliśmy bilety i poszliśmy od razu do poczekalni jako, że pogoda była słaba i woleliśmy siedzieć w ciepełku trzy godziny niż telepać się z zimna łażąc po Pekinie. Zajęliśmy sobie dwa krzesełka niedaleko wyjścia na peron i szybko okazało się, że była to genialna decyzja. Na wstępie, tej komicznej dla nas sceny, warto napisać, że nie można było czekać na pociąg na peronie. W wielkiej hali była poczekalnia z krzesłami i przed każdym peronem drzwi, które otwierały się jakieś 10 – 15 minut przed odjazdem pociągu. Kiedy my usiedliśmy na swoich krzesłach z zamiarem spania przez kolejne 2,5 godziny, Chińczycy dziarsko tworzyli coraz dłuższą kolejkę do drzwi prowadzących na peron, z którego miał ruszyć pociąg do Badaling. Jedna grupa przywiozła ze sobą nawet wózek inwalidzki, na którym co jakiś czas zmieniały się osoby, żeby nie stać, a siedzieć w kolejce. Olo obudził mnie, gdy zaczęło robić się większe zamieszanie, kolejka była tak gigantyczna, że nie widziałam jej końca, a my podreptaliśmy przed siebie, czyli prawie na sam początek wężyka. Trzeba było szybko się ogarnąć po kimce, bo miało nastąpić najlepsze – dziki bieg do pociągu, który stał około 100 metrów od drzwi prowadzących na peron. Dlaczego? Żeby zająć miejsca siedzące w pociągu. Metro przy tym to pikuś! Otworzyły się drzwi, ojeeeesu, takiego pospolitego ruszenia to chyba nie widziałam nigdy w życiu. Biegli wszyscy, starzy, młodzi, matki z dziećmi, dziadki o lasce, babuleńki, no i my też. Zawsze biegałam lepiej krótkie dystanse niż długie, niestety nikt nigdy tego nie docenił żadnym medalem ani pucharem, ale myślę, że teraz mi się należy! Pomimo szoku, że to się dzieje naprawdę i biegnę jak szalona po to, żeby sobie klapnąć na godzinę w pociągu, a ze mną jakieś 200 innych osób, przebiegłam ich, Olo jako jeszcze lepszy sprinter filmował to wszystko GoPro i umieraliśmy ze śmiechu jak to oglądaliśmy. Oczywiście siedząc wygodnie w drodze do Badaling:)

Sam Wielki Mur Chiński okazał się magiczny. Fakt wiało. Okej wiało bardzo mocno. Było zimno, z nieba leciała mżawka, a nad murem unosiła się mgła. Kupiliśmy w KFC po kubku kawy na rozgrzewkę, trwało to co najmniej 5 minut, bo powiedzenie „one black and one white coffee” to dopiero mur ciężki do przejścia w komunikacji z Chińczykami. W końcu kawy w łapach i idziemy. Olas gdzieś, kiedyś przeczytał, że wchodząc głównym wejściem na Mur mniej turystów chodzi po lewej stronie, bo jest podobno mniej atrakcyjna. Dla nas to była natomiast świetna wiadomość, tu mur i tam mur, a po lewej miało być mniej ludzi, więc oczywiście ruszyliśmy w tym kierunku. Było przepięknie, spotkaliśmy faktycznie garstkę turystów (chociaż pewnie częściowo przyczyną była pogoda), a mgła dodała tylko uroku widokom. Jesień też okazała się świetną porą na odwiedzenie Great Wall, bo z góry widzieliśmy przepięknie pomarańczowe drzewa klonowe. W oddali za to widać było prawą część muru, na której faktycznie kręciło się więcej ludzi, ale osobiście nie sprawdziliśmy, na ile atrakcyjniejsze jest podziwianie Wielkiego Muru po przeciwnej stronie. Prawie trzy godziny spacerowaliśmy po największej na świecie budowli wzniesionej przez człowieka. Mur powstał w wyniku niewolniczej pracy ok. 3,5 miliona ludzi, a według niektórych źródeł prawie milion z nich przypłaciło za to niestety życiem. Co ciekawe Wielki Mur to nie jedna, ciągnąca się konstrukcja – jest wiele odcinków tej gigantycznej ściany, które w różnych miejscach zostały zbudowane w różny sposób.

Z praktycznych informacji:

  • koszt pojedynczego biletu na Wielki Mur to 20 juanów (ok. 12 zł),
  • przejazd pociągiem na trasie Pekin-Badaling-Pekin dla jednej osoby to koszt 12 juanów (ok. 7 zł).

Na koniec pobytu w Pekinie zafundowaliśmy sobie kolację w postaci słynnej kaczki po pekińsku. Serwowana jest na trzech talerzykach: osobno przypieczona skórka, mięso plus skóra i samo mięso. Do tego dodatki w postaci świeżego ogórka i dymki, cienkich jak pergamin placków oraz cukru i sosu Tian Mian Jiang w miseczkach. Kaczkę je się zawijając wszystko w placek, wcześniej zamaczając skórę w cukrze. Warto spróbować, naszym zdaniem jest pycha. W trakcie posiłku podszedł do nas kelner i zaczął zadawać pytania… oczywiście po chińsku. Nasze „we don’t understand” na niewiele się zdawało i chyba tylko zwiększało jego irytację. W końcu zrezygnowany przyniósł nam w siatce zawinięty korpus po kaczce. Jak nam później wytłumaczył Zhe, kelner pytał, czy chcemy, żeby przygotowali nam zupę na korpusie, co teoretycznie powinno być drugim etapem jedzenia kaczki. Ach no taak, przecież! Jak mogliśmy nie zrozumieć.

pekinn-53

Ostatni dzień w Pekinie pomimo okropnej pogody był chyba najfajniejszy. Wywalczone miejsca w pociągu (w dwie strony!), niesamowita aura otaczająca Wielki Mur i jego historię, a na koniec pyszna kaczka. Już następnego dnia mieliśmy pokonać ponad tysiąc kilometrów pociągiem. Tym razem w zdecydowanie szybszym tempie niż wcześniej – Fast Bullet Train zawiózł nas do Szanghaju w zaledwie 3,5 godziny.

(Visited 494 times, 1 visits today)

2 Comments

  1. Poony 7 grudnia 2015 o 12:34

    hahah sprinterzy z Polski <3 To te lata treningu z panem krzesełkiem dają efekty 😉
    Kaczka wygląda zacnie! Jak wrócicie to będziecie musieli nam taką zaserwować!
    Nie byłabym sobą jakbym tego nie napisała – czekam z niecierpliwością na filmik!

  2. Pingback: Chiny w 3 minuty - video relacja z podróży | STO historii

nie bądź wiśnia i daj znać co myślisz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *